W trybach nowego bloku

02
05

2012
10:09

Dylemat niemieckich wielkomocarstwowych ambicji ujmowany jest następująco: Niemcy są za duże jak na Europę, za małe jak na świat. Żeby więc odgrywać rolę mocarstwa światowego, muszą poszukiwać partnera, który swoimi zasobami powiększyłby ich potencjał. Znajdują go w Rosji.

Myśl o stworzeniu osi Berlin – Moskwa nie jest także obca kołom rosyjskim. Już uważani za pionierów geopolityki rosyjskiej gen. Milutin i gen. Wandam postulowali stworzenie bloku geopolitycznego sięgającego od Atlantyku do Pacyfiku, opartego na przymierzu niemiecko-rosyjskim. Także inicjator kolei transsyberyjskiej min. Siergiej de Witte był przekonany, że kolej ta stanie się komunikacyjnym kośćcem wielkiej eurazjatyckiej przestrzeni, spinając brzegi Atlantyku z brzegami Oceanu Spokojnego.

Niemcy patrzą na Rosję
Idea ta była najbliższa realizacji w 1939 roku, kiedy zawarto sławetny pakt Ribbentrop-Mołotow, mimo – jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka – niemożliwych do przezwyciężenia różnic ideologicznych między rosyjskim bolszewizmem a niemieckim nazizmem. Były jednak dowody na przyciąganie się obydwu totalitarnych systemów. Już w 1923 roku związany z Trockim znany działacz sowiecki i funkcjonariusz Kominternu Karol Radek (właściwe nazwisko Sobelson) proponował nawiązanie współpracy między komunistami i nazistami. Główny propagandysta NSDAP Josef Goebbels w 1925 roku na łamach „NS-Briefe” pisał: „Spoglądamy na Rosję, ponieważ najprawdopodobniej razem z nami będzie kroczyć drogą do socjalizmu. Rosja jest nam danym przez naturę sojusznikiem w walce z diabelską pokusą i zepsuciem Zachodu”.
Ale nie tylko podobieństwo ideologiczne zbliżało Moskwę i Berlin. Władimir Putin, przemawiając na Westerplatte 1 września 2009 roku, powiedział: „Dziś, obchodząc rocznicę wybuchu II wojny światowej, należy się zastanowić, co doprowadziło do tego… II wojna światowa nie rozpoczęła się z godziny na godzinę… Wojna ta ma swój początek w traktacie wersalskim, co doprowadziło do poniżenia Niemiec po zakończeniu I wojny światowej”.

Wypowiedź Putina stanowiła wyciągnięcie ręki w stronę Niemiec, była próbą odnowienia historycznej zgodności tak żywej w okresie międzywojennym, a opartej o wrogość zarówno Niemiec, jak i Rosji wobec traktatu wersalskiego. Ale wystąpienie Putina miało dwojaki wydźwięk. Po pierwsze, ówczesny premier Rosji poparł współczesną niemiecką interpretację traktatu wersalskiego. Po drugie, przemówienie rosyjskiego gościa przypominało historyczną zgodność w krytyce traktatu wersalskiego reprezentowaną przez Berlin i Moskwę w okresie międzywojennym. Jednym z jego najistotniejszych osiągnięć było reaktywowanie niepodległego państwa polskiego. I właśnie przeciwko Polsce kierowały się szczególnie zjadliwe krytyki. Szef niemieckiego sztabu generalnego w czasach Republiki Weimarskiej gen. Hans von Seeckt wyraził się następująco: „Istnienie Polski jest nie do zniesienia jako sprzeczne z warunkami życia Niemiec. Polska musi zniknąć i zniknie”. Z jego słowami korespondowała wypowiedź twórcy państwa sowieckiego Włodzimierza Lenina, który po klęsce Armii Czerwonej pod Warszawą oświadczył: „Im silniejszą Polska będzie, tym bardziej nienawidzić jej będą Niemcy, a my potrafimy posługiwać się tą ich niezniszczalną nienawiścią. Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet sprzymierzyć się z Niemcami”.

Jesienią 1939 roku, po uzgodnionej niemiecko-sowieckiej agresji na Polskę i jej klęsce, znowu zabrzmiał zgodny antypolski duet. Kanclerz III Rzeszy Adolf Hitler, przemawiając 6 października w Reichstagu, powiedział, że Polska to był „twór, który już w momencie swojego powstania przez wszystkich, oprócz Polaków, określany był mianem bękarta”. Minister spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesław Mołotow na forum Rady Najwyższej 31 października określił Polskę mianem „poczwarnego bękarta traktatu wersalskiego”. Zaprezentowano także całkowitą zgodność poglądów w kwestii przyszłości Polski. Hitler: „Polska traktatu wersalskiego nigdy już nie powstanie! To gwarantują dwa największe kraje świata” (tzn. III Rzesza i ZSRS). Mołotow: „O przywróceniu dawnej Polski, jak każdy rozumie, nie może być mowy”.

Unicestwić Albion
Wrześniowa klęska Polski była efektem paktu Ribbentrop-Mołotow. Ale musimy pamiętać, że w sensie geopolitycznym pakt ten wymierzony był w imperium brytyjskie. Jego geopolityczne podstawy wyjaśniał Karl Haushoffer w broszurze „Der Kontinentalblock” (Blok Kontynentalny). Stwierdzał, że największym i najważniejszym politycznym punktem zwrotnym naszych czasów jest utworzenie potężnego bloku kontynentalnego obejmującego Niemcy, Rosję i Japonię. Ich olbrzymi potencjał, przy rozległości terytoriów, czynił bezskuteczną „politykę anakondy” stosowaną przez Anglosasów wobec eurazjatyckich potęg lądowych. Twórca niemieckiej geopolityki zwracał się z apelem do kół politycznych Niemiec, ZSRS i Japonii, aby w swoich działaniach wykazywali „więcej wielkoprzestrzennego i geopolitycznego myślenia, a mniej ideologii”.

Uczestnikom bloku przyświecała idea wyrażona przez Stalina, że „Anglia nie ma więcej prawa panować nad światem”. Hitler stwierdzał zaś, iż „wyłania się nowa kombinacja państw” złożona z Niemiec, Włoch, Japonii, ale także Związku Sowieckiego, Francji i Hiszpanii. Kraje te powinny określić „swoje strefy zainteresowań”. Po zwycięstwie nad Wielką Brytanią jej liczące ok. 40 mln km kw. powierzchni imperium „może być podzielone jak mienie bankruta”. Moskwa zaakceptowała podstawowy sens propozycji Hitlera i Ribbentropa, przyjmując południowy kierunek ekspansji, w stronę Oceanu Indyjskiego. Stalin zaufał zapewnieniom niemieckim, jakie z Berlina przywiózł Mołotow. Przystał także na niemiecką koncepcję eurazjatyckiego bloku kontynentalnego. To tłumaczyło jego pasywność wobec anonsowanych z różnych źródeł zapowiedzi ataku Niemiec na Związek Sowiecki, które potraktował jako intrygi Anglosasów wymierzone w porozumienie niemiecko-sowieckie.

Zmiana polityki niemieckiej zaskoczyła Moskwę. Jak twierdzi Aleksander Dugin, „eurazjatyści w GRU i szerzej, w armii – Woroszyłow, Timoszenko, Żukow, Golikow i inni – do ostatniej chwili nie wierzyli w możliwość wojny, jako że poważne wpływy eurazjatyckiego [a to znaczy rusofilskiego] lobby w III Rzeszy były im dobrze znane”. Sam Dugin wybuch wojny w 1941 roku określił jako „wielką eurazjatycką katastrofę”, jako „straszną, bratobójczą wojnę dwóch geopolitycznie, duchowo i metafizycznie bliskich, pokrewnych sobie narodów, dwóch antyatlantycko zorientowanych reżimów, Rosji Stalina i Niemiec Hitlera”. W podobne tony zawodu uderza współczesny zwolennik wskrzeszenia osi Berlin – Moskwa – Tokio Aleksiej Mitrofanow, pisząc: „Potężny niemiecki Wehrmacht zwrócił się w 1941 roku nie przeciwko prawdziwemu wrogowi narodu niemieckiego, to jest międzynarodowej oligarchii finansowej, lecz przeciwko Związkowi Sowieckiemu, swojemu jedynemu sojusznikowi”. Wybuch wojny między dwoma sygnatariuszami niesławnego paktu nie wyeliminował ich chęci powtórnego związania się sojuszem. Władimir Karpow w książce „Generalissimus” (Moskwa 2002) pisze, że po zwycięskiej dla siebie bitwie pod Moskwą Stalin podjął inicjatywę ponownego porozumienia się z Hitlerem. Proponował zatem zawieszenie broni oraz nową granicę między Niemcami i Związkiem Sowieckim. Obiecywał także podjąć u boku III Rzeszy działania zbrojne przeciw Anglii i USA, obwinić o rozpętanie wojny „międzynarodowe żydostwo” i prowadzić wspólne działania w celu przebudowy światowej przestrzeni. Zgłaszał także gotowość włączenia się w rozwiązanie kwestii żydowskiej.

Rozmowy sowiecko-niemieckie toczyły się w Mceńsku, po niemieckiej stronie frontu, w lutym 1942 roku. Stronę sowiecką reprezentował Mierkułow, pierwszy zastępca szefa NKWD. Jego rozmówcą był gruppenfuehrer SS Wolf, naczelnik sztabu personalnego Himmlera. W sprawozdaniu dla Stalina Mierkułow stwierdzał, że strona niemiecka nie wyszła naprzeciw sowieckim propozycjom. W kwestii żydowskiej zaś usłyszał od Wolffa taką radę: „Rząd ZSRS powinien niezwłocznie skończyć z żydostwem. W tym celu należałoby przede wszystkim wysiedlić wszystkich Żydów w rejon dalekiej północy, izolować ich, a potem w zupełności unicestwić… Kwestią unicestwienia (uśmiercenia) i utylizacją zwłok ludności żydowskiej będą zajmować się sami Żydzi”.

Od Dublina do Władywostoku
W czasie II wojny światowej nie doszło jednak do odwrócenia sojuszy i Stalin został za to wynagrodzony przez zachodnich aliantów dominacją w Europie Wschodniej. Linia rozgraniczenia stref wpływów ustaliła się na Łabie i jako żelazna kurtyna na ponad 40 lat określała polityczne realia okresu zimnej wojny. Według współczesnych geopolityków rosyjskich, Związek Sowiecki nie był jednak tworem geopolitycznie doskonałym. Nie osiągnął bowiem wybrzeży oceanów: Atlantyckiego i Indyjskiego. Według źródeł niepewnego pochodzenia, które w latach 70. XX wieku przedostały się na Zachód, w wojskowych kołach sowieckich zdawano sobie z tego sprawę i snuto plany integracji wielkiego eurazjatyckiego megakontynentu drogą kombinowanych polityczno-militarnych akcji. Jednak krach ustrojowy ZSRS i ruch wolnościowy zapoczątkowany robotniczym buntem na polskim Wybrzeżu położył kres tym zamiarom. Wydawało się, że gorbaczowowsko-jelcynowska Rosja wejdzie na tory harmonijnej współpracy międzynarodowej i zintegruje się ze światem zachodnim. Wkrótce jednak doszły do głosu w Moskwie tendencje neoimperialne, których wyrazicielem jest Władimir Putin. Promował je pod podniośle brzmiącym hasłem „wstawania z kolan”. Równocześnie
bujnie rozwijająca się geopolityka rosyjska wręcz obsesyjnie opanowana jest doktryną eurazjatyzmu i projektami odrodzenia imperium na skalę większą niż Związek Sowiecki.

Zdecydowanym impulsem na drodze tworzenia nowego bloku kontynentalnego była wizyta Władimira Putina w Niemczech na zaproszenie Angeli Merkel i wygłoszone tam przemówienie, opublikowane następnie na łamach „Sueddeutsche Zeitung” (25 listopada 2010 roku). Komentujący wystąpienie swego premiera rosyjski geopolityk Aleksander Dugin stwierdził, że „plan przedstawiony przez Putina jest historycznym wyrazem kontynentalnej geopolityki, od początku ukierunkowanej na zjednoczenie obszarów Europy i Rosji-Eurazji w jedną ekonomiczną, strategiczną i surowcową strefę”. Wskazał na jego oczywistą analogię z blokiem kontynentalnym Haushoffera z lat 1939-1940. Przypomniał także nowszych propagatorów tej idei, którymi byli: Belg Jean Thiriart, w ostatnich latach funkcjonowania ZSRS rozwijający koncepcję „imperium euro-sowieckiego od Dublina do Władywostoku”, czy francuski pisarz Jean Parvulesco, autor książki „Vladimir Poutine et l´Eurasie” (Putin i Eurazja), wydanej w 2005 roku, pod którego wpływami mieli pozostawać neogaulliści, w tym były premier Francji Dominique de Villepin. Na gruncie francuskim konsekwentnym propagatorem bloku kontynentalnego w formie osi Paryż – Berlin – Moskwa jest od lat Henri de Grossouvre. W przeszłości projektowane imperium miało podważyć pozycję brytyjskiej potęgi morskiej, współcześnie kieruje się przeciwko Stanom Zjednoczonym. Hasłem wywoławczym tej koncepcji jest zerwanie z jednobiegunowością postzimnowojennego świata, określaną jako hegemonia amerykańska i stworzenie świata wielobiegunowego. Dugin stwierdza, że dopiero integracja Europy i Rosji pozwoli usunąć w cień USA i stworzyć świat wielobiegunowy. Sama Europa czy sama Rosja nie są w stanie tego dokonać, albowiem stosownym do tego zadania potencjałem dysponuje jedynie „pełnowartościowy euro-rosyjski, eurazjatycki blok kontynentalny”.

Eurazja kontra USA
3 października 2011 roku ukazał się w „Izwiestiach” artykuł premiera Władimira Putina zapowiadający utworzenie na bazie struktur integrujących dawny obszar ZSRS nowej, ściślejszej, ponadnarodowej struktury w formie Związku Eurazjatyckiego. Propozycja Putina, adresowana do wszystkich byłych republik sowieckich, spotkała się jednak wśród nich z rezerwą.

Do konsekwentnych zwolenników putinowskiego programu należy prof. Igor Panarin. W wywiadzie dla pisma „Kommiersant” podkreśla on, że w wyborach prezydenckich 4 marca 2012 roku Rosjanie zawierzyli Putinowi, jedynemu kandydatowi, który jest w stanie realizować „projekt imperialny”. Sam Panarin przewiduje, że Związek Eurazjatycki stopniowo będzie wykraczał poza przestrzeń dawnego Związku Sowieckiego, a już w 2013 roku Rosja wspólnie z Niemcami przystąpi do „przeformatowania” Unii Europejskiej. Zacznie funkcjonować rosyjsko-niemiecka „Gazowa Hanza” w oparciu o Gazociąg Północny.

Nikt nawet nie ukrywa, że realizacja powyższego projektu wymierzona jest w Stany Zjednoczone. Aby skrępować ich swobodę manewru, postanowiono uderzyć w ich najczulszy punkt. Jeszcze niedawno pokutowała teza, że podstawą potęgi amerykańskiej jest dolar. Niestety, w znacznym stopniu wskutek nieodpowiedzialności finansjery z Wall Street stał się on obecnie piętą achillesową amerykańskiego imperium.
Amerykański ekonomista Michael Hudson postawił przed trzema laty szokującą tezę: „Miasto Jekaterynburg, największe rosyjskie miasto na wschód od Uralu, może stać się znane nie tylko jako miejsce śmierci ostatniego cara Rosji, ale także jako miejsce końca amerykańskiej hegemonii – nie tylko jako miejsce, gdzie w 1960 roku został zestrzelony pilotujący samolot U-2 Gary Powers, ale także jako miejsce, gdzie sterowany przez Amerykanów międzynarodowy system finansowy legł w gruzach”. W tak dramatycznych słowach Hudson skomentował spotkanie, które odbyło się w Jekaterynburgu (w czasach sowieckich Swierdłowsk) 15-16 czerwca 2009 roku. Formalnie była to konferencja Szanghajskiej Organizacji Współpracy, utworzonej w 2002 roku jako przeciwwaga dla NATO. Jej członkami są Rosja, Chiny, Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan i Uzbekistan. Status obserwatora posiadają Indie, Iran, Pakistan i Mongolia. Po dwóch dniach w Jekaterynburgu pojawił się prezydent Brazylii i dalsze rozmowy toczyły się w formule geopolitycznej określanej jako BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny). Stany Zjednoczone chciały uczestniczyć w obradach w charakterze obserwatora, ale spotkały się z odmową. Na konferencji krytykowano politykę finansową USA, druk pustego, papierowego pieniądza i przerzucanie kosztów tej polityki na barki innych. Radzono im w sposób obcesowy poczynić oszczędności w dziedzinie wydatków na amerykańskie siły zbrojne. Niewątpliwym sukcesem Moskwy było pozyskanie poparcia Chin dla krytyki instalacji tarczy antyrakietowej. Grożono także odejściem od dolara we wzajemnych obrotach handlowych, a nawet ustanowieniem nowej waluty światowej. W tym momencie do dyskusji włączyli się Niemcy. Główny ekonomista Deutsche Banku Norbert Walter wyraził opinię, że w obecnych okolicznościach jedyną właściwą alternatywą dla dolara jest euro.

Rozgrywanie przez Rosję dolarowej wojny z Amerykanami w kombinacji BRICS spowodowało pewien niepokój w kołach berlińskich. Konsekwentny zwolennik osi Berlin – Moskwa Alexander Rahr (Niemieckie Towarzystwo Polityki Międzynarodowej) niepokoił się, jak dalece sięgnie zwrot Rosji w kierunku BRICS, czy nie zaniedba stosunków z Niemcami, z UE. Zwłaszcza że grupa BRICS nie podjęła sugestii o zastąpieniu dolara przez euro. Jest ono dla nich równie mało interesujące, co dolar – jest pieniądzem bez realnego pokrycia (tzw. fiducjarnym). Ewentualne korzyści odnosiłby głównie jego emitent, Europejski Bank Centralny, znajdujący się pod niemiecką kontrolą. Z drugiej strony ani Chiny, ani Rosja nie mogą obecnie pozwolić sobie na doprowadzenie do krachu dolara ze względu na ogromne zasoby tej waluty będące w ich posiadaniu: Chiny – 2 bln dolarów, Rosja – 400 mld dolarów. Mogą zdobyć się ewentualnie na taki krok dopiero po upłynnieniu swoich dolarowych zasobów np. poprzez inwestycje i wykup różnego rodzaju dóbr w innych krajach. Pogróżek pod adresem dolara, czasem grubiańskich – Putin np. określił emisję dolara przez Amerykanów aktem chuligaństwa – używają, aby uzyskać od Waszyngtonu ustępstwa w innych interesujących ich kwestiach.

Putin w swoim przedwyborczym programie sformułował następujące cele w obszarze polityki zagranicznej: strategiczne partnerstwo z Chinami, umacnianie BRICS, ścisła współpraca z UE. Nie ulega wątpliwości, że dwa pierwsze punkty służą walce ze światową pozycją Stanów Zjednoczonych. Tę walkę Putin zaanonsował już w swojej mowie monachijskiej z 2007 roku, występując przeciwko wizji świata jednobiegunowego, czyli hegemonii amerykańskiej. Wydaje się, że umiejscowiona na trzecim miejscu współpraca z UE (czyli praktycznie z Niemcami) ma równie istotne znaczenie dla Moskwy. Może ona przyjąć formę czy to nowego bloku kontynentalnego, osi Paryż – Berlin – Moskwa, Euro-Rosji czy Euro-Syberii, ale daje Moskwie gwarancje, że nie pozostanie osamotniona w konfrontacji z chińskim kolosem.

Gra o Międzymorze
Upadek żelaznej kurtyny diametralnie zmienił geopolityczną mapę Europy i miejsce Polski na niej. Polska, wyzwolona po „solidarnościowej” epopei z nienaturalnego dla niej bloku wschodniego, powróciła do swojej naturalnej, prozachodniej, proanglosaskiej orientacji. Generał Gerd Komossa, szef MAD (niemieckiego kontrwywiadu), napisał, że w 2004 roku „W przeciągu jednej nocy Polska stała się dla Waszyngtonu bardziej zaufanym partnerem niż Niemcy”. Wzmocnieniu więzi sojuszniczych między Polską a USA służyłaby także instalacja w Polsce tarczy antyrakietowej, w sensie geopolitycznym oznaczająca wojskową obecność Ameryki w przestrzeni między Niemcami a Rosją. Eksperci z Heritage Foundation szli nawet dalej. Uważając, że NATO ze względu na obstrukcję Niemiec i Francji krępuje swobodę ruchów USA, proponowali także przebudowę systemu amerykańskich sojuszy. W jej ramach Polska i Czechy miały zyskać status specjalnych sojuszników Stanów Zjednoczonych, analogiczny do statusu Wielkiej Brytanii.

Niestety, administracja prezydenta Obamy wycofała się z projektu tarczy. Decyzję tę poprzedziło znamienne wydarzenie. Jednym z nich była z pewnością konferencja BRICS w Jekaterynburgu i atak na amerykańską walutę.

Aleksander Dugin w 2009 roku stwierdził, że przeszkodą na drodze realizacji nowego bloku kontynentalnego są kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w okresie międzywojennym określane jako kordon sanitarny, współcześnie – w ślad za Donaldem Rumsfeldem – jako Nowa Europa, a w polskiej myśli geopolitycznej obszar ten funkcjonuje jako Międzymorze. Od lat też Dugin konsekwentnie stoi na stanowisku, że kordon sanitarny powinien zostać zniszczony. Stwierdza także, iż rosyjska praktyka geopolityczna wypracowała dwa modele zniszczenia kordonu sanitarnego: model traktatu brzeskiego i model paktu Ribbentrop-Mołotow. Obydwa różnią się linią rozgraniczenia między strefą niemiecką i rosyjską. Linia traktatu brzeskiego z 3 marca 1918 roku pozostawiała po stronie niemieckiej Ukrainę, zachodnią Białoruś i kraje bałtyckie. Pierwotna linia paktu Ribbentrop-Mołotow biegła wzdłuż Sanu, Wisły, Bugu i Narwi. Ale obydwie dają w efekcie wspólną granicę, czy linię styku rosyjsko-niemiecką. Czy wypowiedź Dugina jest wyrazem jego osobistych przekonań, czy też refleksem toczonych w Moskwie i w Berlinie rozważań? W sierpniu 2008 roku pewne niszowe pismo brytyjskie, powołując się na źródła znanej firmy eksperckiej Stratfor, podało informację, że prezydent Miedwiediew zaproponował kanclerz Merkel zawarcie paktu bezpieczeństwa między obydwoma krajami. Zastrzegano się, że oferta nie
jest potwierdzona, a szczegóły nie są znane.

Latem następnego roku inne niszowe pismo („Trumpet Magazin”), powołując się również na dane agencji Stratfor z 22 czerwca 2009 roku, podało informację o podpisaniu jakoby nowego paktu Ribbentrop-Mołotow. Tę informację starała się zdyskredytować moskiewska „Prawda” (25 czerwca 2009 r.) w komentarzu Iwana Tuliakowa, który pisał: „Stratfor straszy swoich klientów odnowieniem paktu Ribbentrop-Mołotow oraz zbliżającą się supremacją Niemiec i Rosji w Europie”. 8 września 2009 roku, w tydzień po gdańskim przemówieniu Putina, rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę rosyjsko-białoruskie manewry o kryptonimie „Zapad”. Scenariusz ćwiczeń przewidywał obronę rurociągów, w tym także będącego w fazie budowy Gazociągu Północnego. Później, 21 września, uzupełniono go o obronę Brześcia i Grodna przed polskim atakiem. Wbrew obowiązującym zwyczajom nakazującym, aby nie wymieniać narodowości strony domniemanego przeciwnika, tym razem stwierdzono, że tą stroną są Polacy. Scenariusz zakładał także symulację użycia przeciwko Polsce broni nuklearnej. Uwagę obserwatorów zwrócił fakt, że ani Stany Zjednoczone, ani władze NATO nie zareagowały stanowczo na powyższe wydarzenia. Czy wspomniane wyżej fakty nie tworzą przypadkiem politycznego kontekstu dla decyzji prezydenta Obamy?

Zdemontować blok kontynentalny
Polityka ta spotyka się w samych Stanach Zjednoczonych z coraz większą krytyką. Dotyczy ona przede wszystkim słynnego resetu w stosunkach z Rosją. Stwierdza się, że USA w zamian za swoje ustępstwa nie uzyskały istotnych korzyści od Moskwy. Polityka resetu zachęciła władze UE do ulegania podszeptom franko-germańskiego duetu i otwartego żeglowania w stronę Rosji, co tę ostatnią zachęca do agresywnego ustanawiania w Eurazji swojej strefy wpływów. Nie zabrakło także głosu, że polityka resetu realizowana jest kosztem tradycyjnych sojuszników USA w Europie Środkowo-Wschodniej, a przede wszystkim Polski. I właśnie tym krajom, ze względu na ich historyczne doświadczenie, należy przyznać prawo współdecydowania o polityce wspólnoty transatlantyckiej wobec Rosji.

Odnotować należy także głosy postulujące przewartościowanie amerykańskiego stanowiska wobec integracji w ramach UE. Są one zawoalowaną krytyką modelu integracyjnego, jaki narzuca krajom unijnym Berlin popierany w tej kwestii przez Paryż. Nile Gardiner i Ted Bromund stwierdzają, że tylko „Europa niepodległych państw narodowych najlepiej zabezpieczy interesy USA w Europie, solidny i trwały sojusz transatlantycki oraz demokrację wewnątrz Europy”. Stany Zjednoczone powinny popierać zasadę suwerenności narodowej i wolność ekonomiczną w UE. Nie mają natomiast żadnego interesu w utrzymywaniu przy życiu euro.

Czy powyższe głosy są zapowiedzią zmiany polityki amerykańskiej, zapowiedzią końca ery appeasementu w stosunkach z Rosją i Niemcami? Czy stanowią zapowiedź rozmontowywania rysującego się nowego bloku kontynentalnego? Demontaż tej konstrukcji powinien obejmować trzy podstawowe zagadnienia: demokratyzację Rosji i bezkolizyjne włączenie jej w obszar cywilizacji zachodniej; uwolnienie Unii Europejskiej od dyktatu Berlina i kształtowanie stosunków między państwami Unii w myśl starej polskiej zasady: „wolni z wolnymi, równi z równymi”; podniesienie znaczenia państw Europy Środkowo-Wschodniej (Nowej Europy, Międzymorza) odpowiadające ich geopolitycznej wadze na mapie Eurazji. Wszystkie powyższe zasady odpowiadają żywotnym polskim interesom, odpowiadają polskiej racji stanu. Nasza klasa polityczna powinna zerwać z nieodpowiedzialną praktyką wmontowywania Polski w nowy blok kontynentalny, umiejscawiania jej w ramach nowego paktu Ribbentrop-Mołotow.

Publicystyka | Tagi: , , , ,

«

»