Ukraina na rozdrożu

19
12

2012
13:07

Prawie nikt w kręgach rosyjskich nie dopuszczał wariantu niepodległości Ukrainy. Aleksander Sołżenicyn, który traktował Związek Sowiecki jako wynaturzony imperialistyczny twór, proponował, aby na jego ruinach stworzyć Unię Słowiańską obejmującą Rosję, Ukrainę, Białoruś i Kazachstan – ten ostatni w czasach sowieckich w niemal połowie zaludniony był przez Rosjan.

Poetyckie weto wobec niepodległego państwa ukraińskiego zgłosił noblista Josif Brodski występujący, w tym wypadku, z wielkorosyjskich pozycji. Geopolityk Aleksander Dugin argumentował, że istnienie unitarnego państwa ukraińskiego jest sprzeczne z geopolityczną logiką ze względu na różnice narodowościowe, językowe, cywilizacyjne i gospodarcze. Tę argumentację Władimir Putin zaprezentował prezydentowi George’owi W. Bushowi. Kontrargumentacja ukraińska, że Federacja Rosyjska jest państwem jeszcze bardziej zróżnicowanym, jest pomijana w Moskwie milczeniem.

Gazowe wędzidło i gazowa przynęta

W czasach ZSRS, w ramach osławionego „socjalistycznego podziału pracy”, prowadzono taką politykę, iż żadna z republik związkowych nie mogła samodzielnie wytwarzać żadnego produktu, będąc skazana na dostawy kooperacyjne od innych. Także dzisiaj występują podobne zależności. Niedawno prezydent Putin powiedział: „Wiele dziedzin naszego przemysłu jest wzajemnie powiązanych i uzupełniają się wzajemnie. Tysiące firm i przedsiębiorstw pracuje bezpośrednio w ramach kooperacji produkcyjnej”.

Ten system dotyczył także sfery energetyki. Współczesna Ukraina jest ponad miarę uzależniona od dostaw rosyjskiego bądź kontrolowanego przez Rosjan gazu ziemnego. Z drugiej strony, także Rosja uzależniona jest od tranzytu przez Ukrainę, eksportując swój gaz na zachód.

Sytuacja zmieni się radykalnie, kiedy zostanie oddany do użytku Gazociąg Południowy, omijający ukraińskie terytorium. Ta okoliczność, a także grożący Ukrainie ustawicznie dyktat cenowy Gazpromu, przejawiający się w osławionych „wojnach gazowych”, powodują, że podejmuje ona próby uniezależnienia się od rosyjskiego gazu.

Jej działania skupiają się na następujących kierunkach: po pierwsze, poszukiwania złóż gazu łupkowego (jej zasoby oceniane są na 1,3 bln m3, co daje jej czwarte miejsce w Europie po Polsce, Francji i Norwegii), po drugie, przygotowywania się do podziemnej gazyfikacji węgla kamiennego przy wykorzystaniu zakupionych w Chinach instalacji (w Polsce próbowano to robić w latach 70., ale z niewyjaśnionych powodów szybko ten pomysł zarzucono) i po trzecie, budowy gazoportu do odbioru skroplonego gazu dostarczanego drogą morską.

Z tą ostatnią sprawą wiążą się wydarzenia wręcz sensacyjne. Miejscem budowy gazoportu miała być Odessa, a zdolność przeładunkowa miała wynosić 10 mld m3 gazu rocznie. Przygotowano już plany, makietę i położono kamień węgielny pod przyszły terminal.

Podpisano także 26 listopada br. umowę z hiszpańską firmą Gas Natural Fenosa. Podpisy złożył ze strony ukraińskiej Władysław Kaśkiw, dawny aktywny działacz „pomarańczowej rewolucji”, a obecnie szef agencji ds. inwestycji, natomiast w imieniu firmy hiszpańskiej Jordi Sarda Bonvehi. Przy ceremonii podpisywania byli obecny premier Ukrainy Mykoła Azarow oraz minister energetyki Jurij Bojko.

Wartość kontraktu wynosiła ponad miliard dolarów. Premier Azarow określił decyzję o budowie terminalu LNG jako historyczną: „Zrobiliśmy pierwszy wielki krok na drodze zapewnienia Ukrainie energetycznej niepodległości” – oświadczył.

Po kilku dniach hiszpańska firma ogłosiła, że nie upoważniła swojego przedstawiciela do podpisywania jakichkolwiek umów z Ukrainą. Zaprzeczyła także, że posiada merytoryczne kompetencje do realizowania podobnych inwestycji. Nie bacząc na to, rzecznik prasowy ukraińskiego premiera oświadczył z naciskiem, że Ukraina będzie kontynuować budowę strategicznego terminalu LNG z udziałem bądź bez udziału firmy Gas Natural Fendosa lub innych.

Być może więcej szczęścia będzie miało inne przedsięwzięcie ukraińskie, a mianowicie umowa zawarta z amerykańską firmą Excelerate Energy o wydzierżawieniu pływającej platformy/statku do odbioru skroplonego gazu. Takie rozwiązanie przyjęła już Litwa i chce w ten sposób sprowadzać drogą morską ok. 1 miliarda m3 gazu, czyli prawie 1/3 tego, czego potrzebuje. Rozwiązanie takie powinna mieć na oku również Polska niezależnie od ślimaczącej się inwestycji w gazoporcie świnoujskim.

Równocześnie Rosja nie szczędzi Ukrainie wspaniałomyślnych obietnic w sprawie obniżki cen gazu pod warunkiem jednak, że przystąpi do Unii Celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem, co będzie równoznaczne z porzuceniem planów integracji Ukrainy z Unią Europejską. W październiku 2012 roku, co przyznał premier Azarow, padła obietnica trzykrotnej obniżki cen tego surowca do 160 dolarów za 1000 m3. Eksperci uważają to za realne i powołują się na przykład Białorusi, która spełniwszy życzenia Rosji, uzyskała obniżkę cen gazu do 100 dolarów.

Kto za? Kto przeciw?

Powszechnie utrwalił się pogląd, że za związkami z Rosją opowiadają się przedstawiciele dawnych nomenklatur komunistycznych wychowanych w czasach sowieckich. Nie odpowiada to prawdzie. Przedstawiciele dawnych reżimów najwięcej bowiem zyskali na rozpadzie dawnego ZSRS. Podniósł się ich status.

Dawniej zależni od Moskwy, „przywożeni w teczce”, w dowolnej chwili odwoływani ze swych stanowisk, mogą obecnie swobodnie, choć nie zawsze demokratycznie, kierować swoimi republikami oraz czerpać profity ze sprawowania władzy. Tęsknoty za dawnym systemem reprezentują czasami prości obywatele skonfrontowani z problemami swojej niestałej sytuacji bytowej, nieznanymi dawnej, mimo szarej rzeczywistości sowieckiej.

Nie odpowiada także prawdzie prosty podział stosowany przy charakterystyce ukraińskiej sceny politycznej: prorosyjski Janukowycz, prozachodni Juszczenko. Niedawno z ust znanego rosyjskiego komentatora telewizyjnego padło stwierdzenie, że Janukowycz z punktu widzenia Moskwy to w istocie drugi etap „pomarańczowej rewolucji”.

Sprawa orientacji w polityce zagranicznej, wyboru kierunku oraz obszaru integracyjnego dzieli ukraińskie społeczeństwo zarówno w pionie, jak i poziomie. Zwolenników uczestnictwa w strukturach integracyjnych lansowanych przez Moskwę: Unia Celna i Związek Eurazjatycki, jest najwięcej na rosyjskojęzycznym wschodzie i południu kraju.

Rozwiązanie takie odrzuca natomiast zdecydowanie Ukraina Zachodnia. Środkowa część kraju za takim rozwiązaniem opowiada się w 48 procentach. I odwrotnie, integracja z Unią Europejską ma najwięcej zwolenników na zachodzie, najmniej zaś na wschodzie i południu. Za wschodnim obszarem integracji częściej wypowiadają się ludzie starsi i starzy, młodsi optują za europejskim kierunkiem. I co najważniejsze, za integracją z Unią Europejską opowiadają się grupy finansowo-przemysłowe, a zwłaszcza reprezentanci przemysłu metalurgicznego.

Sytuacja taka jest dostrzegana na wschodzie kraju, gdzie większość ludności opowiada się, co prawda, za integracją z Rosją, ale tamtejszy biznes chce przyłączenia Ukrainy do Unii Europejskiej. Koła biznesowe obawiają się ekspansji rosyjskiego kapitału na Ukrainie, który korzystając z petro- i gazodolarów, przystąpi do wykupu ukraińskiej własności. Ponadto zwracają one uwagę, że wymiana handlowa z UE jest dwukrotnie wyższa niż z Rosją. Wprawdzie w 2011 roku rosyjsko-ukraińskie obroty handlowe przekroczyły 50 mld dolarów, ale dużą rolę w tym wyniku odgrywają horrendalnie wysokie ceny gazu. Mają one także świadomość tego, jak płytki jest rynek rosyjski, a nawet rynek całej Unii Celnej (170 mln mieszkańców) wobec liczącego 500 mln mieszkańców rynku Unii Europejskiej.

Za europejskim kierunkiem integracji opowiada się również ukraińska elita polityczna. Już za prezydentury Wiktora Janukowycza, 1 lipca 2010 roku, przyjęto dokument zatytułowany: „Zasady polityki wewnętrznej i zagranicznej Ukrainy”. Stwierdzono w nim, że celem działania władz jest „zapewnienie integracji Ukrainy z europejską polityczną, ekonomiczną i prawną przestrzenią w celu uzyskania członkostwa w Unii Europejskiej”.

Z daleko posuniętą podejrzliwością traktowane są rosyjskie projekty integracyjne. Opozycyjny polityk Arsenij Jaceniuk stwierdził, że Ukraina w momencie przystąpienia do Unii Celnej przestanie samodzielnie określać swoją politykę handlową.

Będą to za nią czyniły władze Unii Celnej, a konkretnie Rosji, jako najsilniejszego w niej państwa. I dodał: „Politykę będą określać nasi rosyjscy partnerzy. Urząd prezydenta Ukrainy przekształci się w coś w rodzaju zarządcy republiką ukraińską na postsowieckim obszarze. I Janukowycz to zrozumiał. I dlatego Putin (po wizycie 12 kwietnia) wyjechał z Kijowa z pustymi rękoma”.

Podobne stanowisko w tej kwestii zajęła była premier Julia Tymoszenko. Stwierdziła ona: „Mam nadzieję, że ukraińskiemu prezydentowi wreszcie ktoś wyjaśni, że wstąpienie Ukrainy do Unii Celnej to w istocie pierwszy krok na drodze utraty suwerenności z jej wszystkimi atrybutami, z funkcją prezydenta włącznie… Ukraina to europejskie państwo. I nasza przyszłość, jestem o tym przekonana, leży w wolnej i zjednoczonej Europie”.

Polityka | Tagi: , , ,

«

»