Przeciąganie Ukrainy

07
05

2012
10:06

Julia Tymoszenko, jedna z dwóch czołowych postaci ukraińskiej „pomarańczowej rewolucji”, po której zwycięstwie objęła funkcję premiera, znajduje się obecnie w więzieniu z oskarżenia o działanie na szkodę swojego kraju w kontaktach gazowych z Rosją. Ostatnie doniesienia o złym traktowaniu jej w miejscu odosobnienia skłoniły wielu polityków do pomysłu zbojkotowania mistrzostw Europy w piłce nożnej, które organizują wspólnie Polska i Ukraina. Taki bojkot z pewnością obniży rangę imprezy, choć jej strona widowiskowa zależy już od samych sportowców.

Euro 2012 to wielka impreza sportowa, posiadająca także nad wyraz wymowną symbolikę polityczną. Polska i Ukraina to dwa największe kraje Międzymorza Bałtycko-Czarnomorsko-Adriatyckiego, mające za sobą także tradycje wspólnej, 400-letniej państwowości. Do tych tradycji odwoływał się Józef Piłsudski, kiedy formułował swój program federacyjny, do czego wstępem miał być układ z atamanem Petlurą. Fiasko tego programu było traktowane przez Marszałka jako jego wielka klęska polityczna i fatalnie wpłynęło na losy obydwu narodów. Ukraina musiała przejść przez czyściec systemu sowieckiego, Polska, po krótkim intermedium niepodległościowym, przeszła przez piekło niemieckiej i sowieckiej okupacji w czasie II wojny światowej (co było także udziałem Ukrainy), a potem, aż do 1989 roku, znalazła się w niewoli jałtańskiej. Euro 2012 poprzez swoją masowość, przy stosownej oprawie politycznej, powinno sprzyjać wzajemnemu poznaniu się Polaków i Ukraińców, przewartościowaniu postaw i historycznych ocen, zbliżeniu, także politycznemu. Taka ewentualność była nieprzychylnie przyjmowana w Moskwie. Jedna z rosyjskich stron internetowych wiadomość o przyznaniu Polsce i Ukrainie organizacji mistrzostw skwitowała ironicznie: „Widmo nowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów gra w futbol”.

Ofiara wojny gazowej?
Sprawa Julii Tymoszenko jest z pewnością wieloznaczna. Rodzi się pytanie, czy proces, który jej wytoczono, był uczciwy. Czy nie stała się ona ofiarą stosowanej na Wschodzie praktyki rozprawiania się z przeciwnikami politycznymi za pomocą wymiaru sprawiedliwości, jak to było w Rosji w przypadku Michaiła Chodorkowskiego, a czego symptomy obserwujemy także u nas? Czy nie stała się ona też ofiarą uwarunkowań geopolitycznych, w jakich znalazła się Ukraina i z których nie potrafił jej wyrwać także rząd działający pod jej kierownictwem?

Była premier Ukrainy stanęła przed sądem oskarżona o zawarcie z Rosją niekorzystnej umowy gazowej. Stało się to w warunkach kolejnej rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej, w ramach której Gazprom 7 stycznia 2009 roku przerwał dostawy gazu na Ukrainę, co groziło unieruchomieniem ukraińskiego przemysłu i gehenną ludności cywilnej skazanej w ten sposób na wegetację w wyziębionych mieszkaniach. Pod presją tych warunków Tymoszenko podjęła negocjacje z rosyjskim premierem Putinem. Ich efektem była 10-letnia umowa gazowa. Przyjęto w niej „europejską formułę ustalania cen gazu”, przy czym w roku 2009 miała obowiązywać jeszcze 20-procentowa zniżka. Później okazało się, że cena gazu, jaką musiała płacić Ukraina, to 450 dolarów za 1000 m sześciennych. A jeszcze w 2008 roku Ukraińcy kupowali gaz po 180 dolarów za 1000 m sześciennych. Sprawa ta zbulwersowała ukraińską opinię publiczną i była propagandowym uzasadnieniem postawienia byłej premier przed sądem.

Jednakże sprawa Julii Tymoszenko jest tylko jednym z elementów energetycznej polityki Kremla wobec byłych republik sowieckich – takich jak Ukraina, i byłych państw bloku wschodniego – takich jak Polska. Orędownicy rosyjskiej doktryny energetycznej otwarcie postulują, żeby część kwot uzyskiwanych ze sprzedaży gazu szła na tworzenie prorosyjskich lobbies w krajach będących w obszarze zainteresowania politycznego Moskwy, czyli mówiąc wprost – na korumpowanie ich elit politycznych. Na konferencji prasowej w Gdańsku 1 września 2009 roku premier Putin powiedział otwarcie, że zawarty przez Polskę w 1993 roku tzw. jamalski kontrakt gazowy był umową „obustronnie korupcyjną”, a – jak wiadomo – każda korupcja jest działaniem obustronnym, jest to układ między łapówkodawcą a łapówkobiorcą. Jest rzeczą zastanawiającą, że żadna z instytucji państwa polskiego stojąca na straży praworządności nie podjęła się wyjaśnienia tego wątku.

Putin z odsieczą
Kazus Julii Tymoszenko ma także analogie z najnowszymi wydarzeniami związanymi z Polską. Jak wiadomo, rząd Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka zawarł z Rosją umowę na dostawy gazu rosyjskiego w ilości ok. 10 mld m sześc. rocznie do 2022 roku. Cena dostarczanego nam gazu ma wynosić ok. 400 dolarów za 1000 m sześc. (pojawiają się wszakże szacunki mówiące o 500-550 dolarach). Jest więc ona porównywalna z ceną, jaką na mocy kontraktu Putin – Tymoszenko płaci Ukraina. Do podpisania umowy na takich warunkach cenowych doszło mimo tego, że od 2008 roku notowany jest na giełdach spadek cen tego surowca w związku z dużą podażą gazu pozyskiwanego z łupków w Stanach Zjednoczonych. W styczniu 2012 roku gaz kosztował tam na giełdach 98 dolarów za 1000 m sześc. i prognozowano dalszy spadek jego ceny do ok. 71 dolarów za 1000 m sześciennych. Potwierdziło się to w kwietniu – cena spadła do 68 dolarów.

Poza bulwersującą wymową cenową najnowszej polsko-rosyjskiej umowy gazowej zwraca uwagę jeszcze jeden znamienny fakt. Według opinii płynących od naszych sąsiadów, zawierając tę umowę, Polska złamała niepisaną zasadę solidarności energetycznej państw naszego regionu. Litewski dziennik gospodarczy „Verslo Żinios” stwierdził: „Rosjanie dzielą Europę rękoma Polaków”. I przypomniał, że zaledwie przed paru laty ówczesny minister obrony, a obecny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nazwał budowę gazociągu Nord Stream nowym paktem Ribbentrop-Mołotow.

Premier Putin, spiesząc na odsiecz Julii Tymoszenko, oświadczył 3 maja br., że przed podpisaniem umowy gazowej z Ukrainą rosyjscy prawnicy szczegółowo przeanalizowali wszystkie jej aspekty i stwierdzili, iż jest ona w pełni zgodna z ustawodawstwem tak Rosji, jak i Ukrainy. „Żadnego naruszenia prawa – mówił Putin – czy to ukraińskiego, czy to rosyjskiego nie było”. Nie należy mieć wątpliwości, że zarówno premier Tusk, jak i wicepremier Pawlak spotkają się w przyszłości z podobnym poparciem.

Skorzysta Rosja
Pobicie w więzieniu Julii Tymoszenko spotkało się z ostrą reakcją i negatywnymi ocenami tak Wschodu, jak i Zachodu. Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozważa bojkot spotkań piłkarskich rozgrywanych na Ukrainie. Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso i wszyscy jej komisarze zapowiedzieli, że nie wezmą udziału w Euro 2012. Zaistniała sytuacja była także przedmiotem ostrych polemik między opozycją a obozem władzy na Ukrainie. Oprócz pobicia Julii Tymoszenko analizowano tam również zamach terrorystyczny, do którego doszło w Dniepropietrowsku 27 kwietnia br. Według agencji Rosbałt, zarówno opozycja, jak i stronnicy Janukowycza nie wykluczają, że pełny chaos, terroryzm i polityczne rozpasanie na Ukrainie są wygodne dla Rosji. W kuluarach Wierchownej Rady deputowani z rządzącej Partii Regionów snuli przypuszczenia, że cała operacja z pobiciem byłej premier została przygotowana w Moskwie. Nowo, czy raczej ponownie wybrany prezydent Rosji Putin zmierza, według nich, do pełnej dyskredytacji prezydenta Janukowycza. Dywagowano, że ostre stanowisko MSZ Rosji przygotowano jeszcze przed incydentem z Julią Tymoszenko. Deputowany z ramienia nacjonalistów Paweł Mowczan wyraził opinię, iż Moskwa pragnie przekształcić Ukrainę w drugą Czeczenię, i w tym szukał wytłumaczenia dla wydarzeń w Dniepropietrowsku.

Niektórzy politolodzy ukraińscy wyrażają opinie, że słaba, zdestabilizowana Ukraina jest wygodna tak dla Rosji, jak i dla Zachodu. Destabilizacja na Ukrainie będzie dogodnym pretekstem, żeby zablokować jakiekolwiek możliwości zbliżenia jej do UE. Rosja natomiast ma dość kunktatorstwa Janukowycza i jego pustych obietnic na temat zintegrowania Ukrainy w ramach stworzonej przez Moskwę Unii Celnej, a w perspektywie Związku Eurazjatyckiego. Pragnie zatem przyprzeć go do muru i zmusić do zgody na jej projekty integracyjne, które Putin przedstawia jako pomost do idei Wielkiej Europy od Lizbony do Władywostoku. Ale czy w tej grze nie sekunduje jej Berlin? Idea bojkotu przenosi się także na inne obszary. Szereg państw, w tym Niemcy, Austria i Włochy, ogłosiło, że nie będą uczestniczyć w organizowanym przez Ukrainę szczycie państw Europy Środkowej i Wschodniej w połowie maja br. w Jałcie. W tej sytuacji najrozsądniej zabrzmiały słowa lidera największej ukraińskiej partii opozycyjnej Arsenija Jaceniuka, który apelował, żeby bojkot stosować nie wobec Ukrainy i obywateli ukraińskich, a wobec ekipy rządzącej, i żeby w sposób stanowczy postawić sprawę zwolnienia z więzień wszystkich więźniów politycznych.
Kazus Julii Tymoszenko ma także analogie z najnowszymi wydarzeniami związanymi z Polską. Jak wiadomo, rząd Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka zawarł z Rosją umowę na dostawy gazu rosyjskiego w ilości ok. 10 mld m sześc. rocznie do 2022 roku. Cena dostarczanego nam gazu ma wynosić ok. 400 dolarów za 1000 m sześc. (pojawiają się wszakże szacunki mówiące o 500-550 dolarach). Jest więc ona porównywalna z ceną, jaką na mocy kontraktu Putin – Tymoszenko płaci Ukraina. Do podpisania umowy na takich warunkach cenowych doszło mimo tego, że od 2008 roku notowany jest na giełdach spadek cen tego surowca w związku z dużą podażą gazu pozyskiwanego z łupków w Stanach Zjednoczonych. W styczniu 2012
roku gaz kosztował tam na giełdach 98 dolarów za 1000 m sześc. i prognozowano dalszy spadek jego ceny do ok. 71 dolarów za 1000 m sześciennych. Potwierdziło się to w kwietniu – cena spadła do 68 dolarów.

Poza bulwersującą wymową cenową najnowszej polsko-rosyjskiej umowy gazowej zwraca uwagę jeszcze jeden znamienny fakt. Według opinii płynących od naszych sąsiadów, zawierając tę umowę, Polska złamała niepisaną zasadę solidarności energetycznej państw naszego regionu. Litewski dziennik gospodarczy „Verslo Żinios” stwierdził: „Rosjanie dzielą Europę rękoma Polaków”. I przypomniał, że zaledwie przed paru laty ówczesny minister obrony, a obecny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nazwał budowę gazociągu Nord Stream nowym paktem Ribbentrop-Mołotow.

Premier Putin, spiesząc na odsiecz Julii Tymoszenko, oświadczył 3 maja br., że przed podpisaniem umowy gazowej z Ukrainą rosyjscy prawnicy szczegółowo przeanalizowali wszystkie jej aspekty i stwierdzili, iż jest ona w pełni zgodna z ustawodawstwem tak Rosji, jak i Ukrainy. „Żadnego naruszenia prawa – mówił Putin – czy to ukraińskiego, czy to rosyjskiego nie było”. Nie należy mieć wątpliwości, że zarówno premier Tusk, jak i wicepremier Pawlak spotkają się w przyszłości z podobnym poparciem.

Polityka | Tagi: , ,

«

»