Potrzebny jest think tank na usługach dyplomacji

16
02

2009
10:55

Z prof. dr. hab. Tadeuszem Marczakiem, byłym dyrektorem Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, rozmawia Marek Zygmunt

Odwołanie Pana ze stanowiska dyrektora Instytutu było poprzedzone jakimiś rozmowami, próbą wyjaśnienia przez władze uczelni zaistniałej sytuacji?
– Odwołanie z pełnionej funkcji otrzymałem pisemnie 5 stycznia br. W sensie prawnym nie mogę tego absolutnie podważać, bo rektor uczynił to na wniosek dziekana Wydziału Nauk Społecznych i rady Instytutu. Pozostał mi jednak jakiś niesmak w tej sprawie, ponieważ nikt nie chciał wysłuchać moich racji, moich argumentów. Miałem nawet pewien plan działania dotyczący podniesienia rangi Instytutu.

Jakie to były zamierzenia?
– Dotyczyły one przede wszystkim polskiej polityki zagranicznej. Uważam, że tym, co najbardziej wpływa na jej negatywna ocenę, jest m.in. brak odpowiedniego oprzyrządowania eksperckiego. Być może funkcjonują jakieś tego typu komórki w samym MSZ, ale one chyba są niewystarczające. Poza tym znam zasoby MSZ z poprzedniej epoki, ale nie był to, moim zdaniem, zbyt twórczy zespół ludzi. Można to tłumaczyć tym, że w okresie realnego socjalizmu było inaczej, że nie można było tego robić. Ale obawiam się, iż i w chwili obecnej brak jest tego typu środowisk, które tworzyłyby pomysły dla realizacji polskiej polityki zagranicznej.

Po naszych doświadczeniach z epoką totalitaryzmu, zawisłości od obcego mocarstwa, powolnością elit w postępowaniu w stosunku do interesów tego państwa, jest sprawą podstawową myślenie kategoriami polskiej racji stanu.

Dla mnie są rzeczą również zdumiewającą roszczenia majątkowe niektórych obywateli innych państw do pewnych nieruchomości, przede wszystkim we Wrocławiu. Są one popierane przez dolnośląską „Gazetę Wyborczą”. Takie zachowanie gazety wychodzącej w języku polskim i adresowanej dla Polaków jest nie do przyjęcia.

Dziękuję za rozmowę.

Polityka | Tagi: , ,

«

»