Polsko-francuskie interesy

22
11

2012
11:41

Wizyta prezydenta Francji François Hollande´a w Polsce przypadła w czasie, kiedy ważą się losy unijnego budżetu. I ten właśnie moment głowa państwa francuskiego wybrała, aby dać nowy impuls stosunkom polsko-francuskim oraz – jak pisze „Le Figaro” – podważyć hegemonię Berlina na wschodzie Europy.

Prezydentowi Francji towarzyszyła grupa 30 szefów francuskich przedsiębiorstw z różnych branż reprezentujących przemysł zbrojeniowy (Eurocopter, DCNS) czy samochodowy (Peugeot), ale z wyraźną dominantą firm związanych z energetyką jądrową (firma Areva) i gazem łupkowym (firma Total). Stworzyło to paradoksalną sytuację, którą wychwycił na łamach „Le Figaro” Fabrice Node-Langlois, pisząc: „W momencie gdy Francja redukuje swoją energetykę jądrową i zamyka drogę do eksploatacji gazu łupkowego, stara się równocześnie sprzedać Polsce reaktory atomowe, a francuski gigant Total szuka na jej obszarze gazu łupkowego”. Francja chce także uczestniczyć w modernizacji polskich sił zbrojnych, a zwłaszcza marynarki wojennej, co jest niezwykle istotne z racji zniszczenia w ostatnich latach polskiego przemysłu stoczniowego.

Niewątpliwie zdynamizowanie polsko-francuskiej współpracy gospodarczej oraz rozszerzenie wymiany handlowej byłoby istotnym krokiem naprzód, pozwoliłoby usunąć oczywiste dysproporcje w naszych kontaktach zewnętrznych. Te dysproporcje przypominała z okazji wizyty prezydenta Hollande´a prasa francuska, pisząc, że aż 26 proc. polskiego handlu przypada na Niemcy, a tylko 6 proc. na Francję. Bardziej równomierny rozkład wymiany służyłby interesom Polski.

Czy jednak naprawdę powinniśmy być wdzięczni francuskiemu gościowi za deklarację, że zrobi on wszystko, ażeby Polska jak najszybciej znalazła się w ogarniętej permanentnym kryzysem strefie euro? Los Grecji powinien być dla nas przestrogą. I nie dajmy się zwodzić reżimowej propagandzie szermującej zaprawioną ksenofobią tezą, że za trudności Grecji odpowiadają sami Grecy, których obwinia się o grzech lenistwa. Pamiętajmy, że kryzys w strefie euro posłużył za pretekst do wprowadzenia paktu fiskalnego ograniczającego suwerenność państw, które go przyjmują.

Z mieszanymi uczuciami można też przyjąć zapowiedź wspólnej batalii o unijny budżet. Z tej kwestii rząd Tuska uczynił główny instrument swej propagandy politycznej, szermując oszałamiającym kwotami dotacji unijnych (raz jest to 300 mld, raz 400 mld zł), o które będzie „walczył”. Musimy jednak pamiętać, że lwia część tych jakoby bohatersko wywalczonych dotacji wraca z powrotem do krajów starej Unii, a przede wszystkim do Niemiec w formie zleceń inwestycyjnych i kupna sprzętu. Skala owego zwrotu szacowana jest na ponad 70 procent. W ten sposób polskie przedsiębiorstwa nie otrzymują tak potrzebnego im kapitału, nie wzmacniają się i nie poprawiają swojej zdolności konkurencyjnej. Kapitał ten trafia natomiast do przedsiębiorstw ze starej Unii realizujących w naszym kraju lukratywne kontrakty. Polska jest zatem swego rodzaju „pralnią” unijnych pieniędzy. Ubocznym, ale bolesnym skutkiem tego procederu jest fakt, że wartość tych kontraktów jest horrendalnie zawyżona. Na przykład koszt budowy autostrad w Polsce jest kilkakrotnie wyższy od kosztu budowy autostrad nie tylko w Chinach, ale i w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście ta kwestia tylko pośrednio łączy się z wizytą francuskiego gościa, a dotyczy wielu naszych bolesnych spraw wewnętrznych. W tym konkretnym przypadku problem polega na tym, że nie potrafiliśmy uruchomić skutecznego systemu społecznej kontroli wydatkowania unijnych funduszy – społecznej kontroli, albowiem system kontroli państwowej (NIK, prokuratura) ewidentnie zawiódł.

Polskę i Francję zawsze łączyły bliskie więzi oparte na wspólnocie interesów politycznych. Nawet w okresie zimnej wojny Francja otwarcie popierała granicę na Odrze i Nysie, a jej prezydent gen. Charles de Gaulle kontestował „podział jałtański” skazujący Polskę na hegemonię Związku Sowieckiego. Jednak upadek żelaznej kurtyny, będący skutkiem solidarnościowego buntu Polaków, zaskoczył francuską elitę polityczną. Jednym ze skutków likwidacji żelaznej kurtyny było bowiem zjednoczenie Niemiec. Ówczesny prezydent Francji Fran÷ois Mitterrand starał się wyperswadować Michaiłowi Gorbaczowowi zgodę na taki krok. Nie wskórał nic. Co więcej, Francja zachowywała się pasywnie wobec Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej wyzwolonych spod hegemonii Moskwy, oddając to pole działania Niemcom. W następnych latach opowiedziała się za tworzeniem osi Paryż – Berlin – Moskwa. Miejsce Polski i innych krajów naszego regionu w tej konstelacji geopolitycznej ilustruje grubiańska wypowiedź prezydenta Jacques´a Chiraca z 2003 roku: „Polska straciła okazję, by siedzieć cicho”.

Czy wizyta prezydenta Hollande´a wnosi coś nowego, a przede wszystkim odmiennego od chirakowskiej wizji miejsca Polski na geopolitycznej mapie świata? Polskę i Francję od 1991 roku łączy uczestnictwo razem z Niemcami w tzw. Trójkącie Weimarskim. Struktura ta jest na poły martwa, o niejasnym ostatecznym celu swego funkcjonowania. W swoisty sposób usiłował ją ożywić parę miesięcy temu były kanclerz niemiecki Gerhard Schroeder, proponując rozszerzyć trójkąt o Moskwę, co świadczy o tym, że już nie trójkąt, ale czworokąt weimarski miałby za zadanie wmontowanie Polski w oś Paryż – Berlin – Moskwa i przerwanie w ten sposób sojuszniczych relacji polsko-amerykańskich.

Precyzując na łamach „Le Figaro” geopolityczne cele wizyty prezydenta Hollande´a w Polsce Nicolas Barotte pisze, że Francja chce ożywić Trójkąt Weimarski i powiększyć go o Włochy oraz Hiszpanię. Czy jest to zatem wizja trójkąta całkowicie odrębna od schroederowskiej? Otóż niekoniecznie. Pamiętajmy, że zarówno Hiszpania, jak również Włochy mieszczą się w putinowskiej konstrukcji „wspólnej przestrzeni od Władywostoku do Lizbony” wyrastającej ze wcześniej propagowanej osi Paryż – Berlin – Moskwa.

Mimo wszystko nie należy zaniedbywać relacji z Francją. Mogą one nam przynieść przynajmniej możliwość poszerzenia swobody manewru na arenie międzynarodowej. Czy obecna ekipa rządząca wykorzysta tę szansę? Już po wizycie prezydenta Hollande´a w Polsce francuski lewicowy dziennik „Le Monde” piórem swojego specjalnego wysłannika w Warszawie Piotra Smolara stwierdza, że proniemiecki kurs Tuska – Komorowskiego ani na jotę nie ulega zmianie.

Artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” (Czwartek, 22 listopada 2012, Nr 273 (4508))

Polityka | Tagi: , , ,

«

»