Na pasku Berlina

30
03

2012
10:13

Exposé Radosława Sikorskiego sprawia wrażenie tekstu niespójnego, niezbornego, nie do końca przemyślanego, co zapewne jest świadectwem marazmu intelektualnego w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Dowód? Sprzeczne oceny w rodzaju: „Koniunktura międzynarodowa Polski jest nadal dobra, choć gorsza”. A więc dobra czy gorsza?

W tym przemówieniu zabrakło odniesienia do paktu fiskalnego. Minister Sikorski stwierdził: „Nie mieliśmy wątpliwości, że w interesie Polski jest podpisanie umowy fiskalnej”. I dalej: „W perspektywie roku 2015 chcemy spełnić wszystkie kryteria konwergencji i być w pełni zdolni do przyjęcia euro. Zależy nam, aby Polska należała do najściślejszego kręgu integracji krajów unijnych, które posługują się wspólną walutą”. Pakt fiskalny ma jednoznaczną wymowę. Jest to ograniczenie suwerenności państw, które go przyjmą. Zresztą niemieccy komentatorzy nie ukrywali tego faktu, stwierdzając wprost: „Niech nikt nie żywi złudzeń, że pakt fiskalny ograniczy się tylko do kwestii budżetu”. Minister Sikorski zaanonsował w swoim przemówieniu dokument noszący tytuł „Priorytety polskiej polityki zagranicznej na lata 2012-2016”. Na czoło szef MSZ wybił stwierdzenie, że naszym najważniejszym partnerem w Europie są Niemcy, z którymi łączy nas podobieństwo kultury gospodarczej i koncepcji politycznych. Mając na względzie zupełnie odmienną tradycję polityczną Niemiec, co zaowocowało dwudziestowiecznym totalitaryzmem, i odmienną tradycję polityczną Polski, należy postawić duży znak zapytania. Jak wyglądać mają te stosunki z Niemcami? Sikorski stwierdza: „Chcemy razem działać na rzecz silnej Unii”. Powołał się tutaj na swoje berlińskie przemówienie, w którym stwierdził: „Jeżeli włączycie nas w proces podejmowania decyzji, możecie liczyć na wsparcie ze strony Polski”. Innymi słowy, minister powiedział, używając języka kolokwialnego, że jeśli nas zaprosicie do rozmowy, to zawsze będziemy wam potakiwać. Tak wygląda wymowa tego stwierdzenia. To jest pozycja już nie klientystyczna, jaką niestety prezentowała dyplomacja polska okresu transformacji, ale wręcz proszalna.

Demontaż NATO
Jedną z bardziej niepokojących rzeczy w wystąpieniu ministra Sikorskiego jest krytyczna i niska ocena Wielkiej Brytanii jako kraju, z którym Polska nie podziela ideałów politycznych. A więc nasz tradycyjny sojusznik, cokolwiek byśmy o nim nie sądzili na podstawie najnowszych dziejów, został uplasowany niżej od Niemiec i Francji.

Na uwagę zasługuje tu również wzmianka na temat Grupy Wyszehradzkiej. Można powiedzieć, że cechuje się ona wprost marazmem. Ten marazm osładzany jest w wystąpieniu Sikorskiego frazesem o najlepszych w historii naszych stosunkach z Czechami, Węgrami i Słowacją. Czy rzeczywiście są one najlepsze, wziąwszy pod uwagę, że w przeszłości mieliśmy przecież do czynienia z unią polsko-czeską czy polsko-węgierską, a także mieliśmy wspólnych władców? W części poświęconej Grupie Wyszehradzkiej niepokojące jest też dystansowanie się od heroicznej postawy obecnego premiera Węgier Viktora Orbána. Polska powinna raczej sympatyzować i z całej siły wspierać jego wysiłki.To, co jeszcze zasługuje na podkreślenie w przemówieniu Sikorskiego, to bardzo niepokojąca sytuacja za naszą wschodnią granicą, która jest spowodowana marazmem polskiej polityki wschodniej. Szef MSZ w tym względzie ma tylko jedną receptę: musimy liczyć na zmiany ewolucyjne, które będą zachodziły za naszą wschodnią granicą. Można by tutaj zapytać: a ile mamy czasu na to czekanie, zwłaszcza że na początku Sikorski zasygnalizował, że jest świadom tego, iż następuje odbudowa imperium na przestrzeni postsowieckiej. Nie wymienił jednak tego zagrożenia wtedy, kiedy przeszedł do omawiania stosunków z Rosją. Ograniczył się tutaj tylko do eufemizmu, że mamy nadzieję, iż nowy prezydent Rosji nada swemu krajowi impuls modernizacyjny zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa rosyjskiego, ale nic nie wspomniał, że główną przesłanką i poprzedniej, i obecnej ekipy prezydenckiej w Rosji było i jest dążenie do odbudowy imperium, najlepiej w granicach dawnego Związku Sowieckiego.

Jak wygląda sprawa kluczowa dla nas, czyli bezpieczeństwa Polski? Na ten temat minister Sikorski powiedział, co następuje: „Za nasze bezpieczeństwo jest odpowiedzialne przede wszystkim Wojsko Polskie”. Oczywiście od razu nasuwa się myśl: a w jakim to stanie jest obecnie Wojsko Polskie? Trzeba też powiedzieć, że i sam minister Sikorski pełnił odpowiedzialną funkcję w Ministerstwie Obrony Narodowej. Nie jest to więc przypadkiem naigrawanie się z ważnej kwestii, jaką jest problem bezpieczeństwa narodowego? I oczywiście próba ukrycia tego faktycznego, opłakanego stanu, w jakim znajduje się obecnie Wojsko Polskie po nieudanych i kontrowersyjnych reformach ekipy Donalda Tuska?

Na drugim miejscu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski, minister Sikorski wymienił Sojusz Północnoatlantycki, ale w niepewnej, niejasnej formule. Zadeklarował mianowicie: „W sferze międzynarodowej liczymy na Sojusz Północnoatlantycki”. Jak to „liczymy”? Przecież jesteśmy pełnoprawnym członkiem tego układu sojuszniczego. Oczywiście, później Sikorski wymienił kwestie, które mają wzmocnić Sojusz, chociaż uczynił to w sposób niekonsekwentny. Mianowicie, w jego przemówieniu znalazło się takie sformułowanie: „Z doświadczenia polskiej prezydencji wynika, że wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej nie daje się niestety zrealizować w 27 państwach i należy zainicjować przewidzianą w traktacie z Lizbony wzmocnioną współpracę państw chętnych”. O co tutaj chodzi? Otóż, w USA wspólna polityka bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej jest postrzegana niemalże jako akt wrogi wobec Stanów Zjednoczonych i wymierzony w spoistość Sojuszu Północnoatlantyckiego. Polska ustami ministra Sikorskiego, wpisując się w tę wspólną politykę bezpieczeństwa i obrony, popierając ją, ustawia się więc siłą rzeczy na pozycjach antyamerykańskich i antynatowskich. Jest to więc stawka, jakby na to nie spojrzeć, na rozbicie spoistości NATO, odseparowanie czy wyizolowanie Stanów Zjednoczonych ze struktury północnoatlantyckiego bezpieczeństwa.

O Gaucku na wyrost
Pewnym novum, choć rzecz była już wcześniej omawiana, jest zasygnalizowana, a właściwie stwierdzona w przemówieniu ministra Sikorskiego możliwość scedowania polityki zagranicznej w dół – na samorządy. Minister powiedział wprost: nadajemy nowy impet wymiarowi samorządowemu i obywatelskiemu polityki zagranicznej. Jak to rozumieć? Czy wojewoda wileński Janusz Radziwiłł jest przykładem realizacji polityki zagranicznej w wymiarze samorządowym i obywatelskim? Jest to bardzo niepokojące usytuowanie, zwłaszcza że nie zostało ono uściślone. Dużo uwagi w tym wystąpieniu sejmowym minister Sikorski poświęcił słynnemu wystąpieniu w Berlinie. Także tutaj nie omieszkał się pochwalić. Stwierdził więc: „Skrytykowałem Niemcy za niewystarczające zaangażowanie w ratowanie strefy euro, której są największym beneficjentem. Powiedziałem, że bardziej niż niemieckiej siły zaczynam się bać niemieckiej bezczynności. Z satysfakcją stwierdzam, że od tego czasu nastąpiły dwa wydarzenia: Niemcy dały przyzwolenie Europejskiemu Bankowi Centralnemu na dokapitalizowanie banków w strefie euro łączną sumą jednego biliona osiemnastu miliardów euro, co przytłumiło kryzys. Po drugie, Niemcy wybrali na swego prezydenta Joachima Gaucka, który z pierwszą podróżą zagraniczną przybył do Warszawy. Kraju mającego za prezydenta tak szlachetną postać naprawdę nie musimy się bać” – stwierdził minister Sikorski.

Niestety, zaprezentował się tutaj jako chwalipięta, bo daje do zrozumienia, że te dwa ważne wydarzenia – dofinansowanie EBC i wizyta prezydenta Gaucka, są pokłosiem jego berlińskiego przemówienia. Ale zwróćmy uwagę, że z tego fragmentu wynika niedwuznacznie, że minister Sikorski i zapewne jego doradcy z MSZ nie mają jasnej, klarownej genezy kryzysu w strefie euro i polityki Niemiec w tym zakresie. To jedno. Druga sprawa to ocena jednak na wyrost postaci i postawy nowego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka. Z naszego polskiego punktu widzenia rzeczą istotną jest, że Joachim Gauck należał do osób czynnie wspierających inicjatywy Eriki Steinbach. Na stronie internetowej Centrum Przeciwko Wypędzeniom, które zainicjowała Erika Steinbach, nazwisko i wypowiedzi Joachima Gaucka figurują jako słowa postaci wspierającej tę inicjatywę. Prezydent Niemiec znalazł się tam wśród osób tak wątpliwej wartości, jak historyk amerykański Alfred de Zayas, który nie ukrywa swojej niechęci czy wrogości do aliantów za to, że pokonali III Rzeszę; czy też Tilman Zülch, prezes Stowarzyszenia Pomocy Zagrożonym Narodom, który w początkowej fazie swojej działalności współpracował z nazistami, a w jego otoczeniu znalazł się ewidentny zbrodniarz wojenny. Znany filozof niemiecki Ralf Giordano, który wstępnie popierał inicjatywę Eriki Steinbach, zorientowawszy się, w jakim kierunku zmierzają jej działania, wycofał swoje poparcie. Niestety, Joachim Gauck tego nie uczynił. A więc nowy prezydent Niemiec dopiero musi udowodnić swoją dobrą wolę poprawy stosunków z Polską.

Jak można podsumować wystąpienie sejmowe ministra Sikorskiego? Wynika z niego kompletne niezrozumienie naszych uwarunkowań geopolitycznych, nawet wówczas, kiedy mówi o tradycji federacyjnej, która była żywa w polskiej myśli geopolitycznej. Ale nasze wysiłki federacyjne odnosiły się do obszaru położonego między Niemcami a Rosją, do obszaru Międzymorza. Natomiast zabiegi federacyjne, które zaleca minister Sikorski, są kierowane po prostu w stronę Berlina. Chce więc dokonać skazanej z góry na niepowodzenie syntezy koncepcji Międzymorza z niemiecką koncepcją Mitteleuropy, a nawet koncepcji Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego.

Polityka | Tagi: ,

«

»