Katyń i Smoleńsk

26
04

2010
10:33

Od momentu ujawnienia grobów katyńskich zbrodni tej nieodmiennie towarzyszyło kłamstwo. 16 kwietnia 1943 roku sowieckie Biuro Informacyjne wydało komunikat, w którym oświadczono: „Faszyści niemieccy kłamstwem i oszczerstwem próbują zamazać swoje własne zbrodnie, jakich dokonali na polskich jeńcach wojennych, którzy w 1941 roku znajdowali się na zachód od Smoleńska”.

Na straży tej kłamliwej wersji, zdejmującej odium zbrodni z jej faktycznych, sowieckich sprawców, stała formacja polityczna, którą Stalin po II wojnie światowej zainstalował u władzy w Polsce. Jeden z jej czołowych przedstawicieli Władysław Gomułka przyznawał, że w maju 1943 roku napisał artykuł o zbrodni katyńskiej, w którym powielał sowiecką wersję wydarzeń. Jedyne, co zrobił później, to nie włączył tego tekstu do zbioru swoich pism wydanych w 1947 roku, czego – jak sam przyznaje – nikt nie zauważył ani w Moskwie, ani też pośród jego krajowych, komunistycznych konkurentów do władzy. Szczerze jednak przyznaje, że nawet później, kiedy dotarły do niego inne informacje o zbrodni katyńskiej, nigdy nie wystąpiłby przeciwko moskiewskiej wersji wydarzeń. „Bywają sytuacje – pisał w swoich wspomnieniach – kiedy w imię najżywotniejszych interesów narodu nawet brudne kłamstwo należy przybierać w szaty prawdy. Tak miała się sprawa z Katyniem”.
Przyszło mu jednak dożyć czasów, kiedy Naród po wydarzeniach sierpniowych zażądał prawdy, a nie „brudnego kłamstwa obleczonego w szaty prawdy”. Żądanie to oznaczało także kres systemu, systemu zniewolenia, który Gomułka współtworzył i którego sam omalże nie stał się śmiertelną ofiarą.

Prezydent Lech Kaczyński ostatnią swoją publiczną wypowiedź poświęcił ofiarom zbrodni katyńskiej. O przyczynie ich śmierci wyraził się następująco: „Niebezpieczna była ich wiara w wolną i suwerenną Polskę, w państwo demokratyczne, nowoczesne i silne, które zbudują po stuleciu zaborów. Nie o taką Polskę chodziło tow. Stalinowi. Dlatego zginęli. Bez sądu, wyroku, obrońców, bez winy”.
Ale niewykluczone, że prawda, którą nadal skrywają moskiewskie archiwa, okaże się jeszcze straszniejsza. Być może potwierdzą one domysł – diagnozę Gomułki, który pisał, że w 1939 roku i później w polityce Związku Sowieckiego, w polityce Stalina „nie mieściła się żadna Polska”, nawet w postaci republiki sowieckiej, obojętnie: wchodzącej lub niewchodzącej w skład ZSRS. Dlatego polscy oficerowie zostali rozstrzelani, bo Polski miało już nie być.

W trakcie jednej ze swoich pielgrzymek do Polski Papież Jan Paweł II przypomniał nam, w ślad za poetą Zygmuntem Krasińskim, że przeszliśmy próbę grobu. Rozmiary eksterminacji Polaków w XX wieku, tej dokonanej, a co jeszcze ważniejsze, tej planowanej, ciągle znamy tylko fragmentarycznie. Na ok. 22 tys. obliczane są straty wśród oficerów polskich, jeńców wojennych, którzy znaleźli się w zasięgu władzy sowieckiej. Szczątkowe dane z początku lat 20. pochodzące od sowieckich wojsk pogranicznych (które terrorem zajmowały się niejako „ubocznie”) mówią o kilkunastu tysiącach Polaków (określanych jako Białopolacy) i ich poplecznikach rozstrzelanych bez sądu. W latach 1937-1938 miała miejsce tzw. polska operacja NKWD. W jej wyniku rozstrzelano 111 tys. osób.

Najcięższa próba

Często spotykamy stwierdzenie o skoordynowanym ludobójstwie. Podstawą tej tezy jest zbieżność czasowa między eksterminacją Polaków po wschodniej (sowieckiej) i zachodniej (niemieckiej) linii Ribbentrop – Mołotow. Być może badania archiwalne, których niezbędnym warunkiem jest otwarcie moskiewskich archiwów, pozwolą uściślić tę tezę.

Kilka lat temu została opublikowana w Moskwie książka Władimira Karpowa zatytułowana „Generalissimus”. Autor pracował nad nią w latach 80., uzyskawszy dostęp do kremlowskiego archiwum Stalina. Stamtąd zaczerpnął sensacyjne informacje mówiące o ofercie „wodza narodów” z lutego 1942 roku skierowanej do Niemców i zawierającej propozycję zawarcia pokoju, a następnie włączenia się ZSRS, u boku III Rzeszy, do wojny przeciwko USA i Wielkiej Brytanii. Stalin obiecywał także stronie niemieckiej przystąpić do eksterminacji ludności żydowskiej. W wywiadzie prasowym Karpow powiedział, że w archiwum tym widział jeszcze inne porażające materiały, ale ze względu na ich wstrząsającą wymowę nie był w stanie ich wykorzystać. Na pytanie dziennikarza o treść tych dokumentów odpowiedział tylko, że była w nich mowa o współdziałaniu i wzajemnej pomocy między NKWD i gestapo w walce ze „wspólnymi wrogami”. Retoryczne wydaje się pytanie, kto wtedy był owym „wspólnym wrogiem”.

Polskość została więc wystawiona na najcięższą w swojej historii próbę. „Boże, jaki to straszny los być Polakiem” – skarga taka wyrwała się z ust jednej z ofiar masowych deportacji ludności kresowej na Syberię. Ale pisarz Zygmunt Nowakowski w 1945 roku, który przyjmował jako rok narodowej klęski i początek nowej niewoli dla kraju, a dla niego wygnania, żarliwie wyznawał: „Gdybym potrafił się modlić i gdybym miał po śmierci odrodzić się, modliłbym się o to, by – żyjąc raz drugi – żyć tylko tam, w Polsce. I tylko jako Polak. A za to, że jestem Polakiem – po swojemu, nawet dzisiaj – dziękuję Panu Bogu”.

Niedawno Wojciech Jaruzelski podpowiadał władzom rosyjskim prostą odpowiedź na pytanie, kto dokonał zbrodni: „W Katyniu strzelał Stalin. Nie Pietrow czy Iwanow, strzelał Stalin”. Nie sposób powstrzymać się w tym miejscu od refleksji, że od czasów Chruszczowa i XX zjazdu KPZR Stalin służył jako wygodne alibi, którym można było przykryć wszelkie nieprawości systemu, nie sięgając do sedna sprawy i nie podejmując analizy genezy zła. Wskazując na Stalina jako źródło zła, osłaniano nie tylko system tzw. socjalizmu, ale być może także pewne niepokojące cechy państwowości rosyjskiej jako takiej. Czym bowiem był system wprowadzony po rewolucji bolszewickiej 1917 roku: kontynuacją dawnego imperium rosyjskiego czy wręcz przeciwnie – zerwaniem z nim i jego tradycjami?

Po rewolucji bolszewickiej, wbrew oficjalnie głoszonym pacyfistycznym i internacjonalistycznym hasłom, nastąpiło zwielokrotnienie tendencji ekspansjonistycznych w Rosji. Współczesny autor Borys Szaptałow stwierdza: „Nowa ideologia, marksizm, siłą swojego mesjanizmu była doktryną ekspansjonistyczną. Ta nacierająca ideologia pozwoliła nowemu państwu i nowej klasie rządzącej znaleźć ideową podstawę w dziele odrodzenia ekspansjonizmu na zasadach bardziej odpowiadających duchowi XX wieku. Najazd na Polskę w 1920 roku był pierwszą próbą tego typu… Później Stalinowi udało się odrodzić państwową ekspansję w pełnym wymiarze prawie na wszystkich geograficznych kierunkach”.
W latach 30. Jan Gamarnik, szef zarządu politycznego Armii Czerwonej, głosił tezę, że sowiecki żołnierz nie może teraz spocząć, jako że „włada on tylko jedną szóstą ziemskiego globu ziemskiego, a swoją bolszewicką misję będziemy uważać za wypełnioną wówczas, kiedy będziemy panować nad całą kulą ziemską”. Także przywódca współczesnych komunistów rosyjskich Giennadij Ziuganow widzi w Związku Sowieckim przede wszystkim „kontynuatora rosyjskiej tradycji geopolitycznej”.

Ale nie brak także opinii traktującej bolszewizm jako brutalne przerwanie rosyjskiej państwowości i linii rozwojowej narodu rosyjskiego. Podkreślają one, że porewolucyjny terror miał przede wszystkim charakter antyrosyjski, antynarodowy. Ofiary rewolucji, wojny domowej i porewolucyjnego terroru obliczane są na 18 milionów osób. Taką liczbę podawał jak najdalszy od współczucia dla Rosjan i Słowian Adolf Hitler. Przypominane są porażające swoją bezwzględnością wypowiedzi Lwa Trockiego, że Słowianie to nawóz historii, lub Włodzimierza Lenina: niech zginie nawet 90 proc. Rosjan, byleby 10 proc. dożyło komunizmu. Zwraca się jednak uwagę, że obok procentowej nadreprezentacji Słowian wśród ofiar bolszewickiego terroru dostrzegalna jest wśród nich także nadreprezentacja Polaków.

Polska gwarantem równowagi

Tragedia katyńska splotła się na naszych oczach z tragedią smoleńską, która pochłonęła życie prezydenta Rzeczypospolitej i czołowych przedstawicieli polskiego życia politycznego. Spośród wielu komentarzy rosyjskich (niestety, niektóre są prostackie w treści, typu: zginęli wrogowie Rosji) zwraca uwagę komentarz znanego politologa Gleba Pawłowskiego. Pisze on, że tragedię smoleńską można rozpatrywać na trzech płaszczyznach, jakby niezwiązanych ze sobą. Pierwsza jest czysto racjonalna; druga to płaszczyzna polskiego szoku: „Śmierć jakby krąży nad Polską. Drugi Katyń na powrót prowadzi ich, Polaków, do przeżywania tego pierwszego”.

Pawłowski dostrzega jednak, że jest także trzecia płaszczyzna, „dziwna, mistyczna, ale ona może się okazać główną dla przyszłości. Bywają na świecie katastrofy – stwierdza Pawłowski – pozbawione bezpośredniej politycznej przyczyny, ale nie wiadomo dlaczego stające się zapowiedzią czegoś o wiele gorszego. I tak ‚Titanic’ zatonął w przeddzień I wojny światowej. A Polska często była ‚Titanikiem’ świata. Polskie katastrofy w jakiś dziwny sposób zwiastowały światowe katastrofy. Dlaczego – nie wiadomo. Ale wydarzenia zaczynające się z powodu Polski albo w związku z nią zawsze kosztowały świat drogo. Szczególnie Rosję. Najbardziej pamiętna II wojna światowa, rozpoczęta z powodu Polski, a przecież nie jest to wydarzenie jedyne ani nie ostatnie. Dzisiaj – wyznaje Pawłowski – odczuwam dreszcz na myśl, że oto światu znowu zostały ukazane ‚polskie stygmaty’. Jak odczytywać ten znak, na razie nie wiadomo, ale przecież wiemy, że nasz świat znajduje się na progu przemian,
których kierunek jest nam nieznany. Bardzo chciałbym mieć nadzieję, że smoleńska katastrofa nie jest zwiastunem czegoś o wiele gorszego, do czego nie jesteśmy przygotowani”.

Wstrząsające przeczucia, ale trudno jest je zbagatelizować nam, Polakom, zwłaszcza kiedy popatrzymy na własne dzieje przez pryzmat najbardziej traumatycznych doznań, jakimi były dla nas rozbiory. „Wszyscy zapłacimy za rozbiory Polski” – powiedział wybitny brytyjski filozof i mąż stanu Edmund Burke. Przyznawał mu rację arcybiskup Dominiques Pradt, ambasador Francji w Wielkim Księstwie Warszawskim. „Za rozbiory – pisał on – Rosja zapłaciła spaleniem Moskwy, Napoleon utratą korony, a cała Europa zachwianiem równowagi”. Historycy na ogół nie eksponują tego faktu, ale wszystko wskazuje na to, że paroksyzm wojenny, który na przełomie XVIII i XIX wieku na ponad 20 lat ogarnął Europę i spowodował wielomilionowe straty ludzkie, był konsekwencją właśnie zachwiania europejskiej równowagi, co było spowodowane rozbiorami Polski.

Napoleon nie zdecydował się na odbudowę Polski, co równałoby się przywróceniu równowagi. W liście do cara Aleksandra I pisał: „Zgadzam się na to, aby imię Polski i Polaków wykreślone zostało nie tylko ze wszelkich politycznych układów, ale nawet z historii”.
Jeszcze bardziej tragiczne skutki przyniósł kolejny słynny układ rozbiorowy, który przeszedł do historii pod nazwą paktu Ribbentrop – Mołotow. Tym razem Moskwa nie została spalona, ale ówczesny ZSRS poniósł dotkliwe straty materialne i ludzkie (30 mln), co być może złamało dynamikę rozwojową narodu rosyjskiego. Spalony został Berlin, a Niemcy na ponad 40 lat same zostały poddane rozbiorowi. Oblicza się, że wskutek tego kataklizmu poniosło śmierć 15 mln ludzi po stronie państw Osi i 55 mln po stronie Sprzymierzonych (w sumie 70 mln).
Spośród innych konsekwencji rozbiorowego paktu Ribbentrop – Mołotow wymienić należy zagładę wielomilionowej rzeszy Żydów europejskich. Jak pisał Aleksander Sołżenicyn: „Ten pakt stał się śmiertelnym ciosem wymierzonym we wschodnio-europejskich Żydów”. W tym miejscu chciałoby się pominąć milczeniem entuzjastyczną reakcję mniejszości żydowskiej na bezpośrednią konsekwencję tego paktu, czyli wkroczenie wojsk sowieckich na wschodnie kresy Rzeczypospolitej, o czym pisał swego czasu prof. Jerzy Robert Nowak, a ostatnio prof. Krzysztof Jasiewicz.

Odnotujmy także ważne przesunięcia na międzynarodowej szachownicy, a więc przede wszystkim upadek Imperium Brytyjskiego.
„Quantilla sapientia regitur mundus” – oświadczył swego czasu szwedzki mąż stanu Axel Oxenstierna („Jakżeż małą mądrością rządzony jest ten świat”). Miejmy nadzieję, że współcześni politycy świata wzniosą się ponad przeciętność i odczytają właściwie ten podwójny katyńsko-smoleński znak.

Niedawno Wojciech Jaruzelski podpowiadał władzom rosyjskim prostą odpowiedź na pytanie, kto dokonał zbrodni: „W Katyniu strzelał Stalin. Nie Pietrow czy Iwanow, strzelał Stalin”. Nie sposób powstrzymać się w tym miejscu od refleksji, że od czasów Chruszczowa i XX zjazdu KPZR Stalin służył jako wygodne alibi, którym można było przykryć wszelkie nieprawości systemu, nie sięgając do sedna sprawy i nie podejmując analizy genezy zła. Wskazując na Stalina jako źródło zła, osłaniano nie tylko system tzw. socjalizmu, ale być może także pewne niepokojące cechy państwowości rosyjskiej jako takiej. Czym bowiem był system wprowadzony po rewolucji bolszewickiej 1917 roku: kontynuacją dawnego imperium rosyjskiego czy wręcz przeciwnie – zerwaniem z nim i jego tradycjami?

Publicystyka | Tagi: , ,

«

»