Geopolityka gazowa Rosji

04
05

2013
12:42

Od kilku tygodni polska opinia publiczna zbulwersowana jest sprawą budowy przez Polskę kolejnego gazociągu transportującego rosyjski gaz ziemny. Chyba nietrafnie został on pierwotnie określony jako Jamał II, podobnie jak jego cel: ominąć Ukrainę, aby dotrzeć do Słowacji. Z późniejszych informacji wynika jednak, że sens i cel odnogi od gazociągu jamalskiego (pieremyczki) rysuje się nieco inaczej.

Miałaby ona pełnić głównie funkcję sieci przesyłowej do Puław i Tarnowa, które znalazły się na celowniku powiązanej z Gazpromem rosyjskiej firmy Acron. Celem strategicznym jest zatem przejęcie tamtejszych zakładów azotowych przy wydatnej pomocy byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W efekcie polski przemysł chemiczny zostałby przywiązany do rosyjskiego gazu i ewentualna przyszła próba uwolnienia się od tej zależności byłaby mocno ograniczona.
Upadek międzynarodowego znaczenia Polski

Wspomniane memorandum nasuwa jednak wiele refleksji na temat sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie nasz kraj. Rządy Donalda Tuska charakteryzuje gwałtowny spadek międzynarodowego znaczenia Polski. Jest to poniekąd związane ze stylem uprawiania przez niego polityki (osławiona podatność na słupki poparcia w sondażach) oraz celem, jaki mu osobiście przyświeca (uzyskanie intratnej posady we władzach UE, co niemal półoficjalnie mu obiecano).

Te dwie okoliczności (pomińmy tu miałkość programową formacji, której przewodzi) powodują, że Tusk jest politycznie słaby, co wytrawni gracze na arenie międzynarodowej bez skrupułów wykorzystują, obnażając i tę jego słabość, a przede wszystkim lekceważąc żywotne interesy Polski.

Przykładem niech będzie fakt, że o tak fundamentalnej sprawie jak kwestia i data wejścia Polski do strefy euro oznajmił światu polityk niemiecki Martin Schultz. Z kolei o tym, że przez terytorium Polski przebiegać będzie ważny strategicznie gazociąg, poinformował świat, w tym także polskiego premiera, prezydent Federacji Rosyjskiej.
Anarchizacja życia wewnętrznego

Trudno też pominąć wewnątrzpolityczny kontekst gazowego memorandum. W tym drugim przypadku możemy zaobserwować zjawisko, które można określić jako anarchizacja życia wewnętrznego. Oto za memorandum zapowiadającym zbudowanie rurociągowej odnogi stoją prezesi dwóch wielkich powiązanych ze sobą spółek: PGNiG oraz EuRoPolGaz, przy czym ta pierwsza jest spółką Skarbu Państwa, posiadającą w tej drugiej 48 proc. akcji.

Nie zadbano nawet o to (chociażby!), żeby poinformować o zamierzonym kroku władze państwowe. Przypomina to niechlubne karty naszych dziejów, kiedy to I Rzeczpospolita pogrążała się w anarchii, a kresowi magnaci na własną rękę uprawiali politykę zagraniczną, nie oglądając się na władzę królewską. Trudno też nie żywić wątpliwości, czy kroki podjęte przez premiera w postaci dymisji ministra skarbu są adekwatne do zaistniałej sytuacji.

Wielka GRA o EURAZJĘ

Memorandum gazowe posiada także ważny aspekt międzynarodowy. Gaz ziemny i ropa naftowa traktowane są jako podstawowe instrumenty w polityce zagranicznej Rosji zmierzającej do odbudowy jej imperialnej pozycji. Nieukrywanym zamiarem jest osiągnięcie tego celu w oparciu o dyktat energetyczny. Rosyjscy autorzy Aleksander Arbatow i Maria Biełowa stwierdzają: „Mentalnie rosyjska elita nie pogodziła się z utratą dawnego statusu supermocarstwa i nadal szuka sposobów odzyskania go, przy czym duża jest pokusa, by zrobić to za pomocą surowców energetycznych”.

Dokonało się przy tym znamienne przesunięcie w tejże elicie. Surowcowych oligarchów z epoki Jelcyna, tzw. surowików (exemplum Chodorkowski), zastąpiła związana z obecnym prezydentem i oczywiście z resortami siłowymi (zwłaszcza z KGB) grupa tzw. siłowików. Mentalność tejże elity i nieodparta pokusa imperialna znalazły swój wyraz w haśle „Rosja – energetyczne supermocarstwo”, stanowiącym integralną część założeń programowych proputinowskiej partii Jedinaja Rossija.

Program ten uzasadniany jest i wypływa z wizji polityki międzynarodowej, jaką roztaczają niektórzy moskiewscy politolodzy. Według nich, po zakończeniu zimnej wojny świat wszedł w okres nowej konfrontacji, zainicjowanej, ich zdaniem, przez Stany Zjednoczone. Aleksander Panarin ogłosił swego czasu, że nastąpiła oto nowa wojna stuletnia rozpoczęta i prowadzona już przez Waszyngton, której celem jest zawładnięcie surowcami całej planety.

Ten schemat zastąpił zimnowojenny podział na świat kapitalistyczny i świat socjalistyczny, natomiast nieodmiennie w charakterze wroga, któremu przypisuje się złe zamiary, występuje Ameryka. Program ten w jakimś sensie korespondował z wizją, jaką przed swoimi rodakami i przed światem roztaczał dyktator Wenezueli Hugo Chavez. W wywiadzie dla arabskiej telewizji Al-Dżazira w lipcu 2006 roku oświadczył on, że USA chcą zmienić mapę Bliskiego Wschodu, aby „zagwarantować sobie kontrolę nad największymi w świecie zasobami ropy naftowej i innych nośników energii”. W 2004 roku posłużył się natomiast aluzją, że „pewna mniejszość, potomkowie tych, którzy ukrzyżowali Chrystusa, zawładnęła bogactwami całego świata” (zob. Travis Pantin, Hugo Chavez’s Jewish Problem, Commentary, 13.06.2008).

Dla czołowego rosyjskiego geopolityka Aleksandra Dugina szczególną rolę w zwalczaniu imperium amerykańskiego ma do odegrania gaz ziemny. Wypływa to z faktu, że o ile można mówić o rynku ropy naftowej, o tyle w przypadku gazu ziemnego handel jest wysoce zmonopolizowany. Ponadto największe zasoby gazu zalegają na obszarze Eurazji, której zjednoczenie jest stałym motywem geopolityki rosyjskiej, paradoksalnie posiłkującej się w tym względzie starą maksymą Anglika Halforda Johna Mackindera, który ogłosił 100 lat temu, że kto panuje nad Eurazją, ten może zapanować nad całym światem.

Zjednoczenie Eurazji może zatem zostać dokonane przy pomocy rosyjskiego gazu, którego głównymi odbiorcami są Europa i Chiny. Sieć połączeń rurociągowych będzie stanowić infrastrukturę materialną pod zjednoczenie polityczne. Wielka Gra XXI wieku będzie polegała na tym, że główne podmioty działające w obszarze Eurazji: Rosja, Europa Zachodnia, Chiny oraz świat islamski, utworzą ogromny blok strategiczny, który skutecznie pozbawi Amerykanów przodującej pozycji w świecie.

W oparciu o surowce energetyczne (głównie jednak gaz) geopolitycy rosyjscy szkicują trójstopniowy model akcji strategicznej:

1. Integracja czy też reintegracja obszaru postsowieckiego. Będzie się ona dokonywała w oparciu o infrastrukturę energetyczną tworzoną zresztą z myślą o scentralizowaniu byłego ZSRS wokół rosyjskiego centrum.

2. Odbudowanie dawnej sowieckiej strefy wpływów, na którą składały się kraje dawnego obozu socjalistycznego z Polską na czele; na taki zamysł zwracał uwagę Keith Smith (były ambasador USA na Litwie).

3. Budowa wielkiej eurazjatyckiej konstelacji geopolitycznej, która sięgnie po hegemonię globalną, spychając w cień USA.

Podsumowując swoje wywody, Dugin stwierdzał, że należy:

– Nadać dostawom rosyjskiego gazu status najważniejszego instrumentu geopolitycznego w ręku Rosji. Dlatego Gazprom nie może być traktowany jako instytucja o charakterze ekonomicznym lub handlowym, lecz jako najważniejsza instytucja polityczna i geopolityczna pozostająca do dyspozycji rosyjskiego rządu.

– Znaleźć w krajach eurazjatyckich (w Europie Zachodniej, Chinach, krajach islamskich, Japonii i Indiach) właściwych partnerów doceniających centralną rolę gazu w eurazjatyckiej strategii.

– Stworzyć system eurazjatyckich gazowych konsorcjów dla poszukiwania nowych złóż i ich wydobywania.

– Wytyczyć nowe trasy gazociągów, niezależnie od ekonomicznych kosztów takiego przedsięwzięcia, w celu ustanowienia bezpośredniej gazowej komunikacji między geopolitycznymi ośrodkami siły na obszarze Eurazji. Podkreśla szczególnie konieczność omijania Ukrainy, bo tranzyt przez jej terytorium byłby „geopolityczną pułapką”.

– Powołać do życia gazowy OPEC w składzie: Rosja, Iran, Arabia Saudyjska, Turkmenistan, Kazachstan, Azerbejdżan i in.

SchrÖderyzacja elit

Energopolityka rosyjska zakłada zatem poszukiwanie „właściwych partnerów”, czyli tworzenie prorosyjskich lobbies m.in. za pieniądze uzyskane ze sprzedaży gazu. Operację taką określono już jako schröderyzacja elit krajów leżących w polu zainteresowania Moskwy. Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder jest bowiem żywą ilustracją takiej polityki. Po utworzeniu spółki zarządzającej gazociągiem Nord Stream, w której 51 proc. akcji należy do Gazpromu, a po 24,5 proc. akcji posiadają niemieckie giganty gazowe: E.ON i BASF – stanął na jej czele. Natomiast dyrektorem wykonawczym spółki został mianowany Matthias Warnig. Obydwie te nominacje miały swoisty posmak polityczny. Schröder został nagrodzony tak lukratywną posadą za konsekwentnie prorosyjską i proputinowską politykę.

Jeszcze ściślejsze i bardziej osobliwe związki łączą ze stroną rosyjską Matthiasa Warniga. To były oficer wschodnioniemieckiej Stasi, a równocześnie konsultant i oficer werbunkowy KGB. W połowie lat osiemdziesiątych XX wieku los i służba w Stasi zetknęły go z młodym oficerem KGB działającym na terenie dawnej NRD, a mianowicie Władimirem Putinem. To właśnie na polecenie Putina werbował on agentów dla KGB.

Byłoby naiwnością sądzić, że Polska nie została objęta programem „schröderyzacji elit”. Przy okazji akcji przejmowania przez rosyjski Acron zakładów azotowych w Tarnowie i Puławach pojawiło
się nazwisko byłego prezydenta III Rzeczypospolitej. Nie po raz pierwszy pada ono w takim kontekście.

Po zakończeniu prac tzw. komisji orlenowskiej jeden z jej członków Antoni Macierewicz opublikował własne „Zdanie odrębne”. Ujawnił w nim, że obradująca pod przewodnictwem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Rada Gabinetowa 23 lutego 2002 roku podjęła decyzję o sprzedaży polskiego sektora naftowego Rosjanom: „Było to stanowisko zgodne prezydenta (Aleksandra Kwaśniewskiego), premiera (Leszka Millera), ministra spraw zagranicznych (Włodzimierza Cimoszewicza) i ministra skarbu (Wiesława Kaczmarka). Nie padło ani jedno słowo sprzeciwu, choć wyrażano zaniepokojenie, czy plan ten nie zostanie utrudniony na skutek antyrosyjskiej histerii prawicy”.

W efekcie tych ustaleń powstał tzw. plan Cioska (doradcy prezydenta, b. ambasadora w Moskwie), który zakładał sprzedaż Rosji całego sektora petrochemicznego. Partnerem po stronie rosyjskiej miała być firma Łukoil, która dodatkowo kontrolowałaby również dostawy gazu dla Polski. Kluczową jednak kwestią był zamiar sprzedaży Rosjanom rafinerii gdańskiej wraz z naftoportem, który umożliwia dostawy do Polski ropy naftowej drogą morską. Utrata tej placówki oznaczałaby całkowitą utratę suwerenności energetycznej kraju.

Rewolucja łupkowa

Ambitnym planom rosyjskim mającym na celu odbudowanie imperium w oparciu o dyktat energetyczny może stanąć na przeszkodzie prawdziwa rewolucja w dziedzinie gazowej, jaka rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych za sprawą wydobycia na masową skalę gazu łupkowego. Gazu jest dużo i jest on niesłychanie tani. Na Kremlu natomiast dobrze pamiętają fiasko gorbaczowowskiej pierestrojki, która według pierwotnych zamierzeń miała się ograniczyć do przebudowy wewnętrznej sowieckiego imperium przy zachowaniu przez nie nienaruszonej w najmniejszym stopniu strefy wpływów. Jak się ocenia, do przeprowadzenia tego planu Gorbaczowowi zabrakło 50 mld dolarów. Zabrakło ich zaś z tej przyczyny, że Amerykanie w porozumieniu z Saudyjczykami doprowadzili do dużej obniżki cen ropy naftowej. A właśnie wpływy z eksportu sowieckiej ropy naftowej miały finansować przebudowę, a nie rozwiązanie imperium.

Czy więc sytuacja może się powtórzyć? Istnieją takie szanse. Świadomość tego posiadają także koła rosyjskie i stąd biorą się z ich strony niemal błagalne supliki, żeby Amerykanie podnieśli cenę swojego gazu chociażby do poziomu 250-280 dolarów za 1 tys. m3 (przed kilkoma miesiącami cena gazu na giełdzie za oceanem wynosiła 70-80 dolarów za 1 tys. m3). Obserwujemy też zastanawiające manewry w różnych krajach związane z kwestią wydobycia gazu łupkowego. Dotyczy to także Polski, a przejawia się w zaskakująco dużych rozbieżnościach, jeśli chodzi o szacunki naszych zasobów. Rozbieżności te pojawiają się także w obliczeniach dokonywanych przez Amerykanów. Ale to może być świadectwem tego, że słynny reset prezydenta Obamy w stosunkach z Rosją może objąć nie tylko tarczę antyrakietową, ale także gaz łupkowy.
Polski bilans

Z punktu widzenia polskiego interesu narodowego wskazane jest, abyśmy posiadali tanią energię i w dostatecznej ilości – to bowiem wpływa na możliwości rozwoju gospodarczego i na poziom życia obywateli. Jak wygląda nasz bilans w tym zakresie? Czy rację mają ci, którzy głoszą, że problemem Polski jest nie brak energii, ale jej nadmiar?

Jak wiadomo, posiadamy najbogatsze w Europie, a może i w świecie zasoby węgla brunatnego, a co za tym idzie – możliwość produkowania taniej energii elektrycznej. Posiadamy bogate zasoby węgla kamiennego i możliwość produkowania na jego bazie paliw płynnych, a także podziemnej gazyfikacji tego surowca. Możliwości pełnego wykorzystania naszego węglowego bogactwa są jednak i będą hamowane drogą akcji politycznej – bo polityczną decyzją jest osławiony unijny pakiet klimatyczny podpisany przez premiera Tuska.

Jak oceniają eksperci, oprócz masowego bezrobocia wdrażanie pakietu klimatycznego w 2015 roku będzie kosztowało nas 5 mld zł, po czym kwota ta będzie systematycznie wzrastać, żeby osiągnąć w roku 2030 wysokość 13 mld złotych.

Polska posiada bogate zasoby energii tkwiące w wodach geotermalnych. Pozyskanie jej jest jednak hamowane przez obecne władze. Przeszkody stawiane geotermii toruńskiej są dobitnym tego przykładem, a przecież eksploatacja wód geotermalnych mieści się w zasadach zalecanych przez pakiet klimatyczny. Wreszcie, według opinii wielu ekspertów, oprócz złóż gazu łupkowego Polska posiada także znaczne zasoby konwencjonalnego gazu ziemnego oraz ropy naftowej.

Czegóż więc brakuje nam, aby wejść na drogę szybkiego wzrostu gospodarczego i podnoszenia stopy życiowej obywateli? W świetle tego, o czym była mowa powyżej, odpowiedź jest prosta: brakuje nam elity politycznej, która kierowałaby się polskim interesem narodowym i działałaby zgodnie z nim.

Polityka | Tagi: , , ,

«

»