Futbol zakładnikiem polityki

16
06

2012
11:21

Warszawskie wydarzenia z 12 czerwca kijowska „Ukraińska Prawda” skomentowała artykułem zatytułowanym „Dlaczego gra z Rosją to więcej niż futbol”. Gazeta przypomina, że ambasada polska uprzedziła wcześniej rosyjskich kibiców, iż symbolika sowiecka, podobnie jak faszystowska, jest w Polsce zakazana. W trakcie meczu Polska – Rosja na Stadionie Narodowym w Warszawie Rosjanie rozwinęli ogromnych rozmiarów banner wyobrażający postać z nagim mieczem w ręku z napisem w języku angielskim „To jest Rosja”. Ta postać to kniaź Dymitr Pożarski, przywódca antypolskiego powstania z początku XVII wieku. Wydarzenia sprzed 400 lat są ciągle ożywiane we współczesnej Rosji, posłużyły za pretekst do wprowadzenia przed kilku laty nowego święta państwowego – Dnia Narodowej Jedności, który przypada 4 listopada, na dzień kapitulacji polskiej załogi Kremla. Świętu temu nadaje się antypolski, antykatolicki i ogólnie antyzachodni charakter.

Po zajściach w Warszawie doszło do rozmowy telefonicznej między premierem Tuskiem a prezydentem Putinem. W informacjach radia Głos Rosji wyglądała ona niemal na odprawę udzieloną przez szefa podkomendnemu. Rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dymitr Pieskow powiedział, że Putin „przypomniał mu [premierowi polskiego rządu] o odpowiedzialności strony polskiej za bezpieczeństwo kibiców”. Nie pojawiła się żadna wzmianka o inicjowaniu zajść przez rosyjskich gości, jak to było np. we Wrocławiu i o czym pisała także prasa rosyjska, ani – ma się rozumieć – wyrazów ubolewania z tego powodu. Ale Donald Tusk już znacznie wcześniej ustawił się w charakterze petenta, podnosząc sprawę odzyskania polskiej własności, jaką jest wrak samolotu Tu-154, w którym zginął pod Smoleńskiem polski prezydent i towarzyszące mu osoby, a który może być nadal ważnym dowodem dla ożywionych ostatnio w Polsce badań nad przebiegiem i przyczyną smoleńskiej tragedii. Putin zapowiedział jedynie, jak poinformował Pieskow, „udzielenie niezbędnych wytycznych co do jak najbardziej uważnego rozpatrzenia tej prośby strony polskiej”.
Czy możliwe jest „wyzwolenie Rosji od samej siebie”, od ciemnych stron jej historii, znaczonej krwawym despotyzmem cara Iwana Groźnego i jego opryczniny, równie krwawą tyranią cara Piotra I czy ludobójczym totalitaryzmem epoki Sowietów? Od Rosji, która w imię budowy imperium żądała krwawych ofiar zarówno od samych Rosjan, jak i od zniewolonych przez nich narodów?

Już Aleksander Sołżenicyn na początku lat 90. XX wieku przestrzegał swoich rodaków przed pokusą imperializmu w nowej postaci, trafnie wskazując, że naród, który da się użyć za tworzywo do budowy imperium, sam ponosi największe straty materialne i moralne. Czy Rosji wystarczy sił, żeby wyzwolić się od samej siebie? W tym samym dniu, kiedy rosyjscy kibice na warszawskim stadionie jako symbol Rosji przedstawiali wojownika z mieczem w ręku, w Moskwie odbyła się imponująca demonstracja opozycji zorganizowana pod hasłem „Marsz milionów”. Kilkudziesięciotysięczny tłum wznosił okrzyki: „Rosja bez Putina!”, „Precz z władzą czekistów!”. W tym miejscu nasuwa się pewna refleksja. Chodzi o wstrząsający film Aleksandra Rogożkina „Czekista” nakręcony w 1992 roku. Film przygnębiający, ukazujący technologię terroru, stanowiący zapis kolejnych egzekucji wykonywanych w imię rewolucji. Ale końcowa scena ma symboliczny wymiar. Grupa czekistów konno przejeżdża przez drewniane wrota i rozpływa się w stepowej przestrzeni, jakby odchodziła w historyczny niebyt. Hasła skandowane 12 czerwca w Moskwie świadczą, że ta wizja, jaką zaproponował Rogożkin, była jednak i przedwczesna, i zbyt optymistyczna. „Komsomolskaja Prawda” zamieściła 2 kwietnia artykuł Wasilija Wańkowa zatytułowany „Władimir Putin poszedł drogą Iwana Groźnego”. Rzecz dotyczy projektu utworzenia tzw. Gwardii Narodowej bezpośrednio podporządkowanej prezydentowi i liczącej, według szacunków, 350-400 tysięcy członków. Według krążących w Moskwie opinii, będzie ona służyła do walki z opozycją wewnętrzną, czyli spełniała rolę analogiczną do opryczniny cara Iwana Groźnego czy Czeki czasów sowieckich.

Artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” (Sobota-Niedziela, 16-17 czerwca 2012, Nr 139 (4374))

Polityka | Tagi: , ,

«

»